Proszę, Tutaj, Prosto w Twarz

Wpisy z tagiem: Red Bull

sobota, 25 lutego 2012
Raport z testów. Barcelona 21.02-24.02

 Dobry!

Na torze w Barcelonie zakończył się wczoraj drugi i przedostatni  etap przedsezonowego nabijania kilometrów. Najszybszymi zespołami podczas tych testów były Sauber i Williams. Czy to właśnie oni będą dyktować tempo podczas inauguracyjnego GP Australii? No pewnie nie...

CZASY:

01.   K. Kobayashi   Sauber   1:22.312s
02.   P. Maldonado   Williams   1:22.391s   +0.079s
03.   N. Hulkenberg   Force India   1:22.608s   +0.296s
04.   S. Perez   Sauber   1:22.648s   +0.336s
05.   S. Vettel   Red Bull>   1:22.891s   +0.579s
06.   P. di Resta   Force India   1:23.119s   +0.807s
07.   F. Alonso   Ferrari   1:23.180s   +0.868s
08.   J. Button   McLaren   1:23.200s   +0.888s
09.   M. Schumacher   Mercedes   1:23.384s   +1.072s
10.   F. Massa   Ferrari   1:23.563s   +1.251s
11.   L. Hamilton   McLaren   1:23.590s   +1.278s
12.   D. Ricciardo   STR   1:23.618s   +1.306s
13.   M. Webber   Red Bull   1:23.774s   +1.462s
14.   J. Vergne   STR   1:23.792s   +1.480s
15.   N. Rosberg   Mercedes   1:23.843s   +1.531s
16.   B. Senna   Williams   1:25.711s   +3.399s
17.   V. Bottas   Williams   1:25.738s   +3.426s
18.   H. Kovalainen   Caterham   1:26.035s   +3.723s
19.   T. Glock   Virgin   1:26.173s   +3.861s
20..   V. Petrov   Caterham   1:26.448s   +4.136s
21.   R. Grosjean   Lotus   1:26.809s   +4.497s
22.   Ch. Pic   Virgin   1:27.343s   +5.031s

KILOMETRAŻ:

Red Bull   1699.075km
McLaren   2155.265km
Ferrari   1624.595km
Mercedes   1857.345km
Lotus   32.585km
Force India   1829.415km
STR   1377.880km
Williams   2113.370km
Sauber   1838.725km
Caterham   1117.200km
Virgin   1568.735km

Choć nauka wypływająca z kart historii przestrzega kibiców przed ekscytowaniem się wynikami testów, zagłębiając się nieco bardziej w wydarzenia minionych dni można spróbować nakreślić sobie kilka przypuszczeń.

Warunki w Barcelonie były bardzo przyjemne, choć rano, nieco mój trenerski zadek wymrażało. Dodatkowo siadałem zawsze za płotem na zakręcie Campsa, na którym są niezłe przeciągi. Dlaczego wspominam o moim punkcie obserwacyjnym? Ano dlatego, że z tego miejsca świetnie widać który samochód jaką ma przyczepność, gdyż Campsa to magicznie szybki, prawy łuk, bezwzględnie obnażający wszelkie niedociągnięcia nowych konstrukcji.

Najsmutniejszym wydarzeniem tego testu było 30km, które przejechał zespół Lotus. Pierwszego dnia, po przejechaniu 7 okrążeń, Romain Grosjean zgłosił, że samochód dziwnie się zachowuje. Problemu doszukiwano się w drugim nadwoziu E20-02, które do tej pory nie było jeżdżone. W siedzibie zespołu przyklejano już znaczki na paczce z E20-01, kiedy zdecydowano, że cała ekipa wraca do domu, ponieważ problem jest bardziej poważny i oba nadwozia wymagają modyfikacji. Szkoda, szczególnie po obiecującym występie na poprzednim teście.

W Jerez ten problem się nie ujawnił, ponieważ tor jest nieco wolniejszy. Tym większa szkoda, że nie dane było Grosjeanowi i Raikkonenowi pojeździć, ponieważ nie ma drugiego tak wspaniałego toru do testów jak Barcelona, który ma wszystkie rodzaje zakrętów jakie wymyślono. Bardzo możliwe, że problemem było mocowanie silnika do kokpitu, które nie trzymało tak jak trzeba. Rozwiązanie kłopotu nie powinno wymagać tytanicznego wysiłku, gdyż ten silnik mocowano już w zeszłorocznej konstrukcji. Jeśli to tego typu zmartwienie, to nie powinno być to coś, czego nie załatwi kilka kropel silnego jak Pudzian superglue.

Red Bull i McLaren wyglądają bardzo solidnie, natomiast nowy samochód, W03, zaprezentował Mercedes. Dziewiczy test zawsze pozostanie dziewiczym testem. Trzeba samochód rozjeździć, obrać jakiś kierunek w ustawieniach i na następnym teście skupić się na poważnym jeżdżeniu. Po czterech dniach karuzeli Nico i Misiael chodzili uśmiechnięci i zadowoleni. Czy przez łzy? Nie wiem, ale może mają powód do radości.

Wątpliwości i pytania zaczynają natomiast coraz gęściej krążyć wokół Ferrari. Wiadomo, ze testy testami, ale coś tu wszystko wygląda trochę ospale. Podczas gdy większość dogadała się ze swoimi nowymi konstrukcjami i zaczęła symulować przejazdy na dystansie wyścigu, Ferrari ciągle kręci się po torze z zamontowanymi wszelkiej maści czujnikami i upaprane aerodynamiczną farbą. Nie wydaje się by był to moment, w którym bić zacząć należy w alarmowy dzwon, ale Massa się cieszył ostatnio z przejechania ośmiu równych okrążeń... trochę mało.

Tak czy owak nie ma co tu na ten moment skreślać kogokolwiek. Przytoczę słowa Marka Webbera: „Jeśli Alonso jest za kierownicą, nie wolno tego w żaden sposób lekceważyć.”

W samym wszechświecie F1 nie dzieje się wiele. Pietrow zastąpił w Caterhamie Trullego, gdyż ruski ma piniądz, a włoski nie ma. Takie życie dzisiaj w Ef ajnc i nic się nie poradzi. Kryzys ryczy i nawet mądry i sympatyczny Tony Fernandes musiał sprzedać jedno miejsce w zespole.

Do Williamsa tymczasem dołączył Alexander Wurz. Austriacki kierowca ma pełnić rolę mentora Brunona Senny i Pastora Maldonado. Całkiem mądre posunięcie, gdyż tej młodej dwójce z pewnością taki mentor się przyda. Jednak czy te ruchy Williamsa nie są troszkę zasłoną dymną, pod którą chowa się niezły bałagan, który panuje w fundamentalnych podjednostkach zespołu? Ostatnio Williams zatrudnił człowieka, który kiedyś brał udział w zawodach na szybkie bieganie. Michael Johnson ma wprowadzić program treningowy dla mechaników, żeby ci skrócili czas postoju w boksach o około sekundę. Dobrze byłoby jednak zacząć od tego, żeby nie tracić na każdym okrążeniu wyścigu dwóch sekund. No ale...

Tymczasem Jarno Trulli ma więcej czasu na opiekę nad swoimi winnicami. Dzielnie zrywa grona, a jego pracownicy mówią, iż ciągle nuci coś pod nosem, i że chyba to jest coś Abby.

piątek, 25 czerwca 2010
GP Europy: Piątek

Fernando Alonso okazał się najszybszym kierowcą podczas piątkowych sesji treningowych przed GP Europy. O niewielki ułamek sekundy wyprzedził kierowców Red Bulla, Sebastiana Vettela i Marka Webbera. Pierwszą piątkę uzupełnił Nico Rosberg i Lewis Hamilton. Robert Kubica był 6.

Jak to w piątki bywa, każdy krok po kroku realizował swój program. Red Bull testował f-dukt, Ferrari, Renault i Mercedes nowe, niskie wydechy. Chociaż nie powinno się z wyników tych treningów wyciągać zbyt daleko idących wniosków, można pokusić się o pewne ostrożne przypuszczenia. Oprócz Red Bulla bardzo silne jest również Ferrari, ale i McLaren jest tuż tuż. Zdaje się również, że Kubica i Rosberg bardzo dobrze czują się na tym torze i będą jutro w stanie wmieszać się w szeregi wielkiej trójki, szczególnie w obliczu słabej formy Massy. Szybki jest również reprezentujący Force India Sutil, a Schumacher nie potrafi do końca ogarnąć co się dzieje.

Dzisiejsze treningi przebiegły bez większych ekscesów, nie licząc poniewierającego się po torze lusterka Senny i bąkolota Massy. Oprócz tego niemal każdy z kierowców w poszukiwaniu odpowiednich punktów hamowania odwiedził przyjazne, wyasfaltowane pobocza toru w Walencji. Początkowo tor dość bezpardonowo obchodził się z oponami, ale gdy nabrał przyczepności sytuacja się poprawiła, a problemem zespołów było odpowiednie rozgrzanie twardszej mieszanki. Heikki Kovalainen kontynuował marsz Lotusa w kierunku stawki starych zespołów i był tylko 1s wolniejszy od Toro Rosso.

Nie ma to tamto i jutrzejsze kwalifikacje mogą być jednymi z najciekawszych w sezonie, aż 7 kierowców było dziś w stanie uzyskiwać konkurencyjne czasy i walka o pole position może być niezwykle zacięta.

środa, 09 czerwca 2010
Zapowiedź GP Kanady

Powoli opada wrzawa podniesiona po burzliwym GP Turcji. Kierowcy Red Bulla wyjaśnili sobie kilka spornych kwestii, Vettel przeprosił zespół, Webber nie i wszystko wróciło do normy. Przez moment dyskutowano również o team-orders w McLarenie, ale sprawa została szybko ugaszona i nic wielkiego z niej nie wyszło. W ten oto sposób, po roku przerwy, F1 wraca na lubiany przez kierowców tor Gillesa Villeneuva w Montrealu.

Obiekt powstał na zbudowanej w 1967 sztucznej wyspie Notre-Dame, którą usypano z okazji odbywających się w Montrealu targów Expo. Do jej budowy zużyto 15mln ton gruzu, który wykopano przy okazji budowy montrealskiego metra. Będzie to 41 wyścig o Wielką Nagrodę Kanady, a zawody te rozgrywano do tej pory na trzech torach: Mosport(1967, 1969 i 1971-77), Mont Tremblant(1968 i 1970) i w Montrealu(1977-2010 z wyjątkiem roku 1987 i 2009). Po tragicznej śmierci Gillesa Villeneuve`a w 1982 tor nazwano jego imieniem.

Circuit de Gilles Villeneuve jest jednym z najbardziej wymagających dla samochodów obiektów w kalendarzu. Długie, bardzo szybkie proste, poprzecinane są średnio-szybkimi szykanami, a obie połówki toru łączą dwa ciasne nawroty. Najbardziej liczą się duże prędkości na prostych i wytrzymałe hamulce. W związku z tym tylne skrzydła samochodów będą ustawione bardzo płasko, a wloty powietrza do hamulców będą tak obszerne jak to tylko możliwe. Mniej docisku stosuje się tylko podczas GP Włoch.

W porównaniu z rozgrywanym w 2008 roku wyścigiem, wymagania stawiane hamulcom będą jeszcze większe. Do niedzielnego GP samochody wystartują obciążone wielką ilością paliwa, w związku z czym, ilość energii potrzebnej do zatrzymania wzrośnie o ok. 10%. Jak już przy procentach jestem, to 16% czasu okrążenia poświęcone jest na hamowanie, to bardzo dużo, a do tego okrążenie jest krótkie i w niedzielę trzeba będzie je powtórzyć aż 70 razy. Dorzucając do tego dużo mniejsze niż normalnie opory powietrza, które mają swój wkład w wyhamowywanie samochodu, klaruje się obraz katorżniczej pracy jaka czeka układy hamulcowe i inżynierów starających się zapewnić im żywotność do końca wyścigu.

Jest to typowy tor typu stop and go, na którym najlepiej spisują się pojazdy wyposażone w mocne silniki i posiadające dobrą trakcję konieczną do sprawnego przeskakiwania krawężników w szykanach. Wiele osób opisuje ten obiekt jako połączenie Monako i Monzy. Wszystko to za sprawą band, które znajdują się niemiłosiernie blisko wyjść z zakrętów i promują najodważniejszych gladiatorów kierownicy. Zdaniem Roberta Kubicy, różnica pomiędzy ominięciem bandy o metr, a delikatnym otarciem się o nią może wynosić nawet 0,2s na korzyść tego drugiego rozwiązania.

W bardzo bojowych nastrojach przed nadchodzącym Grand prix jest McLaren. Już w poprzednim, rozgrywanym na wymagającym wspaniałej aerodynamiki torze w Turcji, wyścigu deptali po piętach Red Bullowi, a wiadomo, że na ciasnych, żądnych dobrej trakcji torach srebrne bolidy spisują się wyraźnie lepiej, a jeżeli wziąć również pod uwagę niezwykle wydajny f-dukt McLarena i długie proste kanadyjskiego toru to… Jeśli tylko Hamilton lub Button będzie w stanie przerwać kwalifikacyjną dominację austriackiej stajni, zwycięstwo w wyścigu może być na wyciągnięcie ręki.

Arcyciekawa rywalizacja szykuje się również pomiędzy zespołami Mercedesa, Ferrari i Renault. Wszyscy pamiętają tegoroczne Monako i znakomitą dyspozycję Kubicy. Ciężko spodziewać się powtórki z rozrywki, ale pozycja w pierwszej piątce w kwalifikacjach byłaby dla zespołu zasłużoną nagrodą za ciężką pracę.

Na rynku transferowym ucięte zostały najgorętsze spekulacje dotyczące następcy Massy w Ferrari. Najpierw kontrakt z Red Bullem przedłużył o rok Mark Webber, a potem Ferrari potwierdziło, że będzie korzystać z usług Felipe Massy do końca roku 2012. O czym będą teraz pisać żądni sensacji dziennikarze? Może trafi im się jakiś smakowity blamaż, którejś ze znanych osobistości podczas jednej z licznych, hucznych imprez odbywających się przy ulicy Crescent w Montrealu. Poza tym w F1 cisza i spokój, ciągle nie wiadomo na jakich oponach będą poruszać się bolidy w przyszłym roku, a Ferrari do swojej akademii młodych talentów przyjęło młodego Kanadyjczyka, Lance`a Strolla. Chop ma dopiero 11 lat.

Bym zapomniał, prognozy pogody nie zapewniają potoków słońca, a nawet prezentują strugi deszczu, szczególnie w sobotę i niedzielę, ale „co prognoza to obyczaj”, jak mawia stare, wolińskie przysłowie, więc do zobaczenia na torze.

Tymczasem na jedno okrążenie toru zaprasza Robert Kubica:

 

poniedziałek, 31 maja 2010
Webber vs Vettel. Kto spaprał święto Red Bulla?

Wiele kontrowersji towarzyszy sytuacji z wczorajszego GP Turcji, w którym będący na prowadzeniu Mark Webber zderzył się z próbującym go wyprzedzić partnerem z zespołu, Sebstianem Vettelem. Opinii na temat tej kwestii jest wiele, a jeszcze więcej jest pojawiających się tu i ówdzie różnych wersji teorii spiskowych. Jak to było?

Zaczęło się na okrążeniu 37. Vettel, który do tej pory utrzymywał się nieco ponad sekundę za Webberem nagle przejechał dwa bardzo dobre okrążenia i znalazł się 0.5s za Australijczykiem. Na tym się skończyło, jadąc w zakłóconym powietrzu tuż za samochodem swojego partnera Vettel nie był w stanie bardziej się zbliżyć i na okrążeniu 39 uzyskał czas niemal identyczny jak lider wyścigu. Jednak na kolejnym kółku, na prostej za zakrętami 9 i 10, Vettel miał dużo większą prędkość i zaatakował utrzymującego defensywną linię jazdy Webbera. Jaki był rezultat całej operacji, wiadomo.

Oczywistym zdaje się być fakt, że w całej sytuacji przesadził nieco Vettel. Webber pewnie prowadził od startu wyścigu, można powiedzieć, że w pewnym sensie dominował, na każde szybsze okrążenie rywali odpowiadał jeszcze szybszym okrążeniem własnym, jechał bezbłędnie i czysto. Utrzymując linię defensywną dał wyraźny sygnał Vettelowi, że „To ja jadę dziś po zwycięstwo i nie zamierzam go bez walki oddać.” . To fakt, zostawił bardzo niewiele miejsca po wewnętrznej, brudnej części toru, ale zostawił go odpowiednio dużo by zmieścił się samochód, a Vettel wcale nie musiał tam właśnie wjeżdżać. Młody Niemiec zdecydował się na ten manewr, a Webber jechał prosto jak po sznurku, co sam później przyznał. To Sebastian wykonał ruch w prawo starając się zjechać z brudnej części toru. Być może nie spodziewał się, że Webber tak kurczowo będzie się trzymał swojego toru jazdy, choć z drugiej strony było jeszcze dosyć daleko do zakrętu i czas na ewentualny zjazd w prawo miał dopiero nadejść.

Co z tego wynika? Webber jechał agresywnie, ale jak najbardziej przepisowo, natomiast Vettel zdecydował się na manewr niebezpieczny, którego nie musiał wykonywać, gdyż zawsze mógł spróbować z drugiej strony. Webber nie odpuścił, pomimo tego, że był to kolega z zespołu, ale kto by odpuścił w jego sytuacji, kiedy prowadził od 40 okrążeń i był na fali dwóch wspaniałych zwycięstw w poprzednich wyścigach, w takim momencie nie jest ważne dla jakiego zespołu ściga się przeciwnik, liczy się walka o Mistrzostwo Świata. Wszystkie te fakty nie są jednak ścisłe, można je interpretować na wiele sposobów. Pewna jest tylko jedna rzecz, to Vettel zainicjował zmianę toru jazdy i to on jest, moim zdaniem oczywiście, winny całej nieprzyjemnej sytuacji. Większość ludzi w paddocku, którzy mają coś sensownego do powiedzenia ewidentnie jest zdania, że w tej sytuacji to Mark Webber jest ofiarą Sebastiana Vettela, a nie odwrotnie. Jedynie w ekipie Red Bulla można wyczuć nieco inne nastawienie, ale o tym za chwilę.

Teoretycznie na tym można skończyć roztrząsanie całej tej sprawy, ale pojawiają się pewne wątpliwości. Fakt, że na 37 i 38 okrążeniu Vettel był nieco szybszy od Webbera nie jest niczym nadzwyczajnym, ponieważ samochód Niemca nieco lepiej spisywał się na twardszych oponach. Wszystko wróciło do normy na 39 kółku, gdy obaj zawodnicy byli bardzo blisko siebie i dysponując identycznymi silnikami nie było mowy o możliwości wyprzedzania w przypadku bezbłędnej jazdy kierowcy ściganego. Dziwi jednak nagła przewaga Vettela za zakrętami 9 i 10 na 40 kółku, ponieważ sam Mark Webber powiedział, że na tym okrążeniu nie był wolniejszy niż wcześniej, czyli nie popełnił błędu. W tym miejscu zaczyna się dopiero cała historia.

Webber zapytany o przyczyny nagłego ataku Vettela, odpowiedział, że nie ma pojęcia i że trzeba będzie pogrzebać nieco głębiej by poznać szczegóły. Skoro silniki były identyczne, a Webber nie popełnił błędu, skąd ta nagła różnica prędkości na prostej? Zadano to pytanie Christianowi Hornerowi, a ten odpowiedział, że „z tego co mi wiadomo, oba silniki pracowały w tym samym trybie”. Zwrot „z tego co mi wiadomo” jest jednym z najbardziej trefnych zwrotów używanych przez ludzi F1 i poprzedzone nim kwestie można uznać z nic nie warte. Przyciśnięty nieco mocniej Horner powiedział w końcu „tak, silniki pracowały w identycznych trybach”.

No i gucio. Okazało się, że nie pracowały w identycznych trybach. Na okrążeniu 40 Webber przeszedł na tryb oszczędzania paliwa(to jest pewne), który daje mniej mocy. Taka informacja o potrzebie zmiany trybu pracy nie musiała być przekazywana przez radio, mogła pojawić się na wyświetlaczu. Jak było, nie wiadomo, ale pojawia się kilka pytań. Na większość z nich zapewne nigdy nie poznamy odpowiedzi, ale głodni sensacji dziennikarze na pewno będą długo roztrząsać całą historię snując wszelkiej maści teorie spiskowe. Mówi się, że to zespół austriacki, który faworyzuje Niemca, że Vettel miał wyprzedzić Webbera, wygrać i prowadzić w mistrzostwach o 7 punktów przed Australijczykiem, co miało umożliwić zespołowi uznanie Vettela za kierowcę nr 1.

Nigdy nie byłem zwolennikiem spiskowych teorii i tym razem również nim nie zostanę. Fakty są takie, że Vettel, jadąc przez cały wyścig za innymi samochodami, mógł spalić mniej paliwa niż Webber i przejść w tryb oszczędny okrążenie później, nie musiało być to koniecznie związane z chęcią przesunięcia Vettela na pierwsze miejsce. Wiadomo jak jest, gdyby zapytać rodzica dwójki dzieci o to które kocha bardziej, ten bez chwili namysłu odpowie, że oba swe dzieciątka kocha tak samo, ale niemal zawsze jest tak, że jednemu okazuje się nieco więcej czułości niż drugiemu i jest to zupełnie naturalne, ze względu na różne niuanse, chemiczne reakcje i inne takie.

Taka sytuacja ma z pewnością miejsce w zespole Red Bull i nie trzeba Salomona, żeby to zauważyć. Choćby zachowanie członków zespołu tuż po wyścigu. Helmut Marko ewidentnie, Christian Horner nieco bardziej subtelnie dawali do zrozumienia, że w ich mniemaniu to Webber powinien zrobić więcej miejsca, a nie Vettel odpuścić.

Zastanawiający jest fakt, że Horner po wyścigu zaprzeczył, by silniki obu kierowców pracowały w różnych trybach, a wieczorem, po odprawie, przyznał jednak, że Vettel mógł przejechać jedno okrążenie więcej na 100% i to właśnie okrążenie było jedyną szansą Niemca na wyprzedzenie Webbera. Dlaczego tyle czasu zajęło mu dojście do tej konkluzji? Może po prostu po wyścigu, na gorąco, wygaduje się różne rzeczy i trzeba to wybaczyć? Popatrzmy na zachowanie Vettela tuż po kraksie i sugerowanie, że Webber może być nieco pozbawiony rozumu. Podejrzewam, że po obejrzeniu kilku powtórek Niemiec żałuje wykonywanych gestów.

Czy Webber może czuć się zagrożony, urażony, załamany po tym wyścigu? Może trochę, ale Australijczyk nie po to jest jednym z największych bystrzaków w F1 by się wcześniej nie jorgnąć, że to Vettel jest pupilkiem zespołu. Co w tym z resztą dziwnego, Vettel jest wychowankiem, ich wunderkindem, a Webber przyszedł do ekipy bo przyniósł ze sobą umowę na silniki. Mam nadzieję, że zespół nie powtórzy błędów z przeszłości, nie doprowadzi do złej atmosfery na linii kierowca-zespół i zamieni ogromny potencjał jakim dysponuje w tym sezonie na wspaniałe sukcesy.

W moim mniemaniu wszystko ostatecznie sprowadza się do zwykłego racing accident, którego można było uniknąć, a niefortunnego tym bardziej, że dotyczył kierowców jednego zespołu znajdujących się na dwóch pierwszych pozycjach. Najlepszym komentarzem do całej sprawy jest komentarz Marka Webbera:

„It was a fucking disaster.”

Na koniec jeszcze panowie Raikkonen i Schumacher pokażą chłopcom z Red Bulla jak to powinno wyglądać:

GP Turcji: Raport

Lewis Hamilton zwyciężył po raz pierwszy w tym sezonie i w ogóle po raz pierwszy w Turcji. Tuż za nim przyjechał jego kolega Jenson Button, a miejsce trzecie zajął Mark Webber. Niby wszystko w porządalu, ale jednak nie. Podwójne zwycięstwo odniósł nie ten zespół, który powinien, a na najwyższym stopniu podium stanął, pochodzący co prawda z anglojęzycznego kraju, ale również nie ten, który miał dziś tego dokonać, kierowca. Ale po kolei…

Cały weekend nie obfitował w zapierające dech w piersiach wydarzenia. Na torze, którego obecność w kalendarzu wielu poddaje w wielką wątpliwość, od pierwszej sesji treningowej, aż do kwalifikacji włącznie wszystko wróciło do zakłóconego przez GP Monako porządku. I tak: tempo narzucała wielka czwórka Formuły 1 2010, czyli Red Bull, McLaren, Mercedes i Ferrari (w tej właśnie kolejności), a dalej, skrobaniem swoich rzepek zajmowały się pozostałe zespoły z Lotusem na czele B-klasy. McLaren imponował skutecznością swojego nadmuchiwanego tylnego skrzydła(6km/h większa prędkość na prostej od całej reszty!), a przedstawicie mediów na powrót zaczęli interesować się ściganiem, zamiast pałętającą się po paddocku J.Lo. Jedynymi sensacjami natury celebrytycznej było rozstanie Jensona Buttona z Jessicą Michibatą i ponowny związek Lewisa Hamiltona ze śpiewaczką Pussycat Dolls Nicole Scherzinger.

Niedzielnym popołudniem na polu startowym nr 23 zabrakło samochodu Luci di Grassi`ego. W nocy w bolidzie Brazylijczyka wymieniono silnik i zespół zdecydował się wypuścić go z pit lane. Cała reszta stawiła się w komplecie i kilka minut po godzinie 15 czasu tureckiego rozpoczęła się walka o Grand Prix Turcji. Mark Webber pewnie utrzymał swoją pozycję, a Lewis Hamilton padł ofiarą brudnej strony toru i pomimo szybszej reakcji od Webbera stracił drugie miejsce na rzecz Sebastiana Vettela. Michael Schumacher wyprzedził Jensona Buttona, ale najszybszy singiel Wielkiej Brytanii szybko odzyskał straconą pozycję; podobnie jak Hamilton, który po kilku zakrętach znów znalazł się przed Vettelem. Z tyłu stawki obyło się bez dramatów. Systemy w bolidzie Barrichello po raz 128 w jego karierze przełączyły się w tryb zapobiegający zgaszeniu silnika i Rubinio stracił 5 pozycji. Hulkenberg zetknął się z pojazdem Buemiego i obaj pojawili się w boksach na końcu pierwszego okrążenia. Pierwszy ze zniszczonym przodem, drugi z pozbawioną powietrza w wyniku perforacji powierzchni oponą.

Kolejnych 40 okrążeń to fascynująca walka oddalającej się od reszty stawki pierwszej czwórki. Wspaniałym widowiskiem był popis kierowców Red Bulla i McLarena jadących na granicy przyczepności i wymieniających się między sobą rekordami okrążeń. Podobna rywalizacja miała miejsce pomiędzy zespołami Mercedesa, Renault i Ferrari, jedynie ich czasy były nieco gorsze. Postoje w boksach nie przyniosły zaskakujących rozstrzygnięć. Z czwórki liderów pierwszy zjechał Vettel, potem Hamilton razem z Webberem. Postój Hamiltona nieco się przeciągnął i nie dość, że Brytyjczyk nie wyprzedził Webbera, to jeszcze stracił pozycję na rzecz Vettela. Alonso wyprzedził Kobayashiego i to by było na tyle roszad związanych ze zmianą opon.

W tej nieco zmienionej kolejności kierowcy kontynuowali rywalizację, gdy nagle, na okrążeniu 37 i 38 Sebastian Vettel przyspieszył i przejechał 2 okrążenia z czasem 1:30.1s, czyli około 0.3s szybciej od Webbera. Seb zbliżył się do Australijczyka na, jakby to powiedział Vettel, schlagdisatnce i na 40 okrążeniu zaatakował na prostej prowadzącej do zakrętu nr 12. Webber zostawił Vettelowi tylko tyle miejsca ile potrzeba na zmieszczenie jednego bolidu Formuły1 i Vettel postanowił ten bolid zmieścić. Kilka frakcji sekundy później koła obu samochodów zetknęły się i Sebastian kręcił się wokół własnej osi pionowej, a Mark ze zniszczonym przednim skrzydłem unikał go korzystając z całej powierzchni pobocza. Adrian Newey złapał się za swoją łysą głowę, gdy tymczasem oba McLareny po cichutku wyszły na prowadzenie, a Vettel odpadł z wyścigu i w dziwny sposób wymachiwał rękami.

Webber zjechał po nowe skrzydło, ale przewaga jaką wyrobił sobie wcześniej nad Schumacherem wystarczyła by spokojnie utrzymać trzecią pozycję. Hamilton nieco zbyt mocno wziął sobie do serca prośby zespołu o oszczędzanie paliwa i na okrążeniu 47 doszło do kolejnej walki o pierwsze miejsce pomiędzy kierowcami jednego zespołu. Obaj kierowcy McLarena pokazali chłopcom z Red Bulla jak to powinno się robić i niezwykle elegancko, a jednocześnie widowiskowo walczyli ze sobą pomiędzy zakrętami 12 i 1. Ostatecznie stanęło na tym, że to Hamilton usadowił się na pozycji lidera i bez ekscesów utrzymał ją aż do momentu, w którym ujrzał flagę w czarno-białą szachownicę.

Druga grupa zawodników walczyła równie zacięcie, ale bez prób wyprzedzania i na metę dojechał pociąg, którego maszynistą był Michael Schumacher, a wagony stanowili kolejno: Rosberg, Kubica, Massa i Alonso. W grupie tej byłby jeszcze spisujący się supersolidnie Vitaly Petrov, ale podczas walki z Alonso, na 54 okrążeniu, przebiciu o przednie skrzydło Hiszpana uległa jego prawa przednia opona. Zespół Kubicy jest już naprawdę blisko Mercedesa, brakuje im jeszcze tylko odpowiedniej szybkości w kwalifikacjach, gdyż w wyścigu spisują się nieco lepiej od srebrnych strzał. Robert był dziś w stanie kręcić sensowniejsze czasy od czasów Schumachera i Rosberga, ale nie na tyle lepsze, by móc myśleć o jakiejkolwiek próbie ataku w obliczu bezbłędnej jazdy linijkę wcześniej wymienionej pary. O wyścigu Ferrari ciężko cokolwiek napisać, ponieważ, z założenia czerwone, bolidy włoskiej stajni były dziś absolutnie bezbarwne. Nie był to najlepszy sposób na uczczenie jubileuszowego 800 Grand Prix tego zespołu. Ostatni punkt przypadł Kobayashiemu, który bardzo dzielnie sobie radzi w ciągle ulepszanym przez Jamesa Keya samochodzie Saubera.

Do mety nie dojechał Bruno Senna(problemy z ciśnieniem paliwa). Po awarii hydrauliki wyścigu nie ukończyły też oba Lotusy. Szkoda, ponieważ Lotus jest teraz zdecydowanie najszybszym z nowych zespołów.

W Turcji McLaren był niewiele wolniejszy od Red Bulla. Ich f-dukt zdaje się spisywać znakomicie i na posiadających długie proste torach stajnia z Woking może stanowić realne zagrożenie dla energetycznego zespołu, o ile oczywiście ten wcześniej sam nie wyeliminuje się z rywalizacji. Czy McLaren będzie w stanie utrzymać tę formę w kolejnych wyścigach? To się okaże. Red Bull ma już niemal gotową swoją wersję dmuchanego tylnego skrzydła, a na GP Kanady Ferrari przywiezie wór pełen nowych części. Mistrzostwa powoli wkraczają w decydującą fazę i za chwil kilka nie będzie już czasu na dumanie tylko liczyć się będą wyniki. Jedno jest pewne, zapowiada się fascynująca rywalizacja o tytuł Mistrza Świata.

Na koniec sympatyczna Jessica Michibata, której obecność była znacznie przyjemniejsza niż obecność histerycznie brykającej po garażu McLarena pani Scherzinger.