Proszę, Tutaj, Prosto w Twarz

Wpisy z tagiem: kraksa

poniedziałek, 31 maja 2010
Webber vs Vettel. Kto spaprał święto Red Bulla?

Wiele kontrowersji towarzyszy sytuacji z wczorajszego GP Turcji, w którym będący na prowadzeniu Mark Webber zderzył się z próbującym go wyprzedzić partnerem z zespołu, Sebstianem Vettelem. Opinii na temat tej kwestii jest wiele, a jeszcze więcej jest pojawiających się tu i ówdzie różnych wersji teorii spiskowych. Jak to było?

Zaczęło się na okrążeniu 37. Vettel, który do tej pory utrzymywał się nieco ponad sekundę za Webberem nagle przejechał dwa bardzo dobre okrążenia i znalazł się 0.5s za Australijczykiem. Na tym się skończyło, jadąc w zakłóconym powietrzu tuż za samochodem swojego partnera Vettel nie był w stanie bardziej się zbliżyć i na okrążeniu 39 uzyskał czas niemal identyczny jak lider wyścigu. Jednak na kolejnym kółku, na prostej za zakrętami 9 i 10, Vettel miał dużo większą prędkość i zaatakował utrzymującego defensywną linię jazdy Webbera. Jaki był rezultat całej operacji, wiadomo.

Oczywistym zdaje się być fakt, że w całej sytuacji przesadził nieco Vettel. Webber pewnie prowadził od startu wyścigu, można powiedzieć, że w pewnym sensie dominował, na każde szybsze okrążenie rywali odpowiadał jeszcze szybszym okrążeniem własnym, jechał bezbłędnie i czysto. Utrzymując linię defensywną dał wyraźny sygnał Vettelowi, że „To ja jadę dziś po zwycięstwo i nie zamierzam go bez walki oddać.” . To fakt, zostawił bardzo niewiele miejsca po wewnętrznej, brudnej części toru, ale zostawił go odpowiednio dużo by zmieścił się samochód, a Vettel wcale nie musiał tam właśnie wjeżdżać. Młody Niemiec zdecydował się na ten manewr, a Webber jechał prosto jak po sznurku, co sam później przyznał. To Sebastian wykonał ruch w prawo starając się zjechać z brudnej części toru. Być może nie spodziewał się, że Webber tak kurczowo będzie się trzymał swojego toru jazdy, choć z drugiej strony było jeszcze dosyć daleko do zakrętu i czas na ewentualny zjazd w prawo miał dopiero nadejść.

Co z tego wynika? Webber jechał agresywnie, ale jak najbardziej przepisowo, natomiast Vettel zdecydował się na manewr niebezpieczny, którego nie musiał wykonywać, gdyż zawsze mógł spróbować z drugiej strony. Webber nie odpuścił, pomimo tego, że był to kolega z zespołu, ale kto by odpuścił w jego sytuacji, kiedy prowadził od 40 okrążeń i był na fali dwóch wspaniałych zwycięstw w poprzednich wyścigach, w takim momencie nie jest ważne dla jakiego zespołu ściga się przeciwnik, liczy się walka o Mistrzostwo Świata. Wszystkie te fakty nie są jednak ścisłe, można je interpretować na wiele sposobów. Pewna jest tylko jedna rzecz, to Vettel zainicjował zmianę toru jazdy i to on jest, moim zdaniem oczywiście, winny całej nieprzyjemnej sytuacji. Większość ludzi w paddocku, którzy mają coś sensownego do powiedzenia ewidentnie jest zdania, że w tej sytuacji to Mark Webber jest ofiarą Sebastiana Vettela, a nie odwrotnie. Jedynie w ekipie Red Bulla można wyczuć nieco inne nastawienie, ale o tym za chwilę.

Teoretycznie na tym można skończyć roztrząsanie całej tej sprawy, ale pojawiają się pewne wątpliwości. Fakt, że na 37 i 38 okrążeniu Vettel był nieco szybszy od Webbera nie jest niczym nadzwyczajnym, ponieważ samochód Niemca nieco lepiej spisywał się na twardszych oponach. Wszystko wróciło do normy na 39 kółku, gdy obaj zawodnicy byli bardzo blisko siebie i dysponując identycznymi silnikami nie było mowy o możliwości wyprzedzania w przypadku bezbłędnej jazdy kierowcy ściganego. Dziwi jednak nagła przewaga Vettela za zakrętami 9 i 10 na 40 kółku, ponieważ sam Mark Webber powiedział, że na tym okrążeniu nie był wolniejszy niż wcześniej, czyli nie popełnił błędu. W tym miejscu zaczyna się dopiero cała historia.

Webber zapytany o przyczyny nagłego ataku Vettela, odpowiedział, że nie ma pojęcia i że trzeba będzie pogrzebać nieco głębiej by poznać szczegóły. Skoro silniki były identyczne, a Webber nie popełnił błędu, skąd ta nagła różnica prędkości na prostej? Zadano to pytanie Christianowi Hornerowi, a ten odpowiedział, że „z tego co mi wiadomo, oba silniki pracowały w tym samym trybie”. Zwrot „z tego co mi wiadomo” jest jednym z najbardziej trefnych zwrotów używanych przez ludzi F1 i poprzedzone nim kwestie można uznać z nic nie warte. Przyciśnięty nieco mocniej Horner powiedział w końcu „tak, silniki pracowały w identycznych trybach”.

No i gucio. Okazało się, że nie pracowały w identycznych trybach. Na okrążeniu 40 Webber przeszedł na tryb oszczędzania paliwa(to jest pewne), który daje mniej mocy. Taka informacja o potrzebie zmiany trybu pracy nie musiała być przekazywana przez radio, mogła pojawić się na wyświetlaczu. Jak było, nie wiadomo, ale pojawia się kilka pytań. Na większość z nich zapewne nigdy nie poznamy odpowiedzi, ale głodni sensacji dziennikarze na pewno będą długo roztrząsać całą historię snując wszelkiej maści teorie spiskowe. Mówi się, że to zespół austriacki, który faworyzuje Niemca, że Vettel miał wyprzedzić Webbera, wygrać i prowadzić w mistrzostwach o 7 punktów przed Australijczykiem, co miało umożliwić zespołowi uznanie Vettela za kierowcę nr 1.

Nigdy nie byłem zwolennikiem spiskowych teorii i tym razem również nim nie zostanę. Fakty są takie, że Vettel, jadąc przez cały wyścig za innymi samochodami, mógł spalić mniej paliwa niż Webber i przejść w tryb oszczędny okrążenie później, nie musiało być to koniecznie związane z chęcią przesunięcia Vettela na pierwsze miejsce. Wiadomo jak jest, gdyby zapytać rodzica dwójki dzieci o to które kocha bardziej, ten bez chwili namysłu odpowie, że oba swe dzieciątka kocha tak samo, ale niemal zawsze jest tak, że jednemu okazuje się nieco więcej czułości niż drugiemu i jest to zupełnie naturalne, ze względu na różne niuanse, chemiczne reakcje i inne takie.

Taka sytuacja ma z pewnością miejsce w zespole Red Bull i nie trzeba Salomona, żeby to zauważyć. Choćby zachowanie członków zespołu tuż po wyścigu. Helmut Marko ewidentnie, Christian Horner nieco bardziej subtelnie dawali do zrozumienia, że w ich mniemaniu to Webber powinien zrobić więcej miejsca, a nie Vettel odpuścić.

Zastanawiający jest fakt, że Horner po wyścigu zaprzeczył, by silniki obu kierowców pracowały w różnych trybach, a wieczorem, po odprawie, przyznał jednak, że Vettel mógł przejechać jedno okrążenie więcej na 100% i to właśnie okrążenie było jedyną szansą Niemca na wyprzedzenie Webbera. Dlaczego tyle czasu zajęło mu dojście do tej konkluzji? Może po prostu po wyścigu, na gorąco, wygaduje się różne rzeczy i trzeba to wybaczyć? Popatrzmy na zachowanie Vettela tuż po kraksie i sugerowanie, że Webber może być nieco pozbawiony rozumu. Podejrzewam, że po obejrzeniu kilku powtórek Niemiec żałuje wykonywanych gestów.

Czy Webber może czuć się zagrożony, urażony, załamany po tym wyścigu? Może trochę, ale Australijczyk nie po to jest jednym z największych bystrzaków w F1 by się wcześniej nie jorgnąć, że to Vettel jest pupilkiem zespołu. Co w tym z resztą dziwnego, Vettel jest wychowankiem, ich wunderkindem, a Webber przyszedł do ekipy bo przyniósł ze sobą umowę na silniki. Mam nadzieję, że zespół nie powtórzy błędów z przeszłości, nie doprowadzi do złej atmosfery na linii kierowca-zespół i zamieni ogromny potencjał jakim dysponuje w tym sezonie na wspaniałe sukcesy.

W moim mniemaniu wszystko ostatecznie sprowadza się do zwykłego racing accident, którego można było uniknąć, a niefortunnego tym bardziej, że dotyczył kierowców jednego zespołu znajdujących się na dwóch pierwszych pozycjach. Najlepszym komentarzem do całej sprawy jest komentarz Marka Webbera:

„It was a fucking disaster.”

Na koniec jeszcze panowie Raikkonen i Schumacher pokażą chłopcom z Red Bulla jak to powinno wyglądać: