Wpisy z tagiem: Renault
czwartek, 05 maja 2011
"Okrakiem na Bosforze" - zapowiedź GP Turcji
Pozwolę sobie zacząć cytatem z Michaela Schumachera: „Lieber Damen Und Herren!” Za sobą mamy pierwszą, okrojoną o Bahrajn, porcję pozakontynentalnych wojaży w tym sezonie. Opaleni, niewyspani i niezmiernie usatysfakcjonowani przebiegiem trzech pierwszych wyścigów sezonu, wracamy na łono matki Europy. Wiosna nie może się do końca zdecydować czy to „już”, ale gdyby zaufać kalendarzowi i kukułkom, które na potęgę zaopatrują obce gniazda w jajka, jest wiosna.
Po inauguracyjnych Grand Prix nie ma wątpliwości, że liderem jest Sebastian Vettel, i że jego samochód jest klasa. Mark Webber na razie nie zdaje się czuć bajecznie w kokpicie RB7, ale szarża po podium z 18 miejsca w ostatnim GP daje podstawy, by myśleć, że u uroczego Australijczyka wszystko zmierza ku lepszemu. McLaren mozolnie udowadnia, że nie taki Red Bull straszny jak go malują. Być może w kwalifikacjach otrzymywane od Vettela lanie jest jeszcze dość bolesne, ale w wyścigu przewaga ta znika i niedzielne potyczki o zwycięstwo sprawiają, że pod lewą piersią czuć przyjemne i stymulujące mrowienie. Zapewne wielka w tym zasługa firmy Pirelli, która jak powiedziała, tak zrobiła i na ten sezon przygotowała mieszanki, które potrafią szybko się zużywać, a różnica między mieszanką twardą, a miękką jest naprawdę duża. Zaowocowało to sytuacją podobną do tej z biatlonu, gdzie wszyscy mają astmę z tym, że nagle wśród wszystkich taktyków F1 stwierdzono wodogłowie. Dopiero potem okazało się, że ich głowy są po prostu opuchnięte od intensywnego rozważania wszelkich możliwych strategii. Liczba implikacji jest zatrważająca i pomimo trzech wyścigów za pasem ciągle nie ma złotego środka na opanowanie czarnego złota F1. Nie chodzi już nawet wyłącznie o rozważania na temat ilości postojów w boksach, pojawia się nowy czynnik: czy odpuścić kwalifikacje, by w wyścigu mieć więcej świeżych kompletów? Najlepsi pewnie tego nie zrobią, ale historia Marka Webbera, który w Chinach odpadł już w Q1, a potem z obłędem w wizjerze pędził po podium i nieomal wdrapał się na drugi jego stopień, daje, mimo wszystko, do myślenia. Ogumienie Pirelli ma to do siebie, że do pewnego momentu wszystko gra i buczy, ale przychodzi chwila, w której z dobrej opony, jak za naciśnięciem magicznego guzika, robi się szrot, bez jakiejkolwiek fazy przejściowej. W tej sytuacji mądra jazda, z rozsądnym wykorzystaniem dostępnych kompletów, staje się bezcenna i zespoły środka stawki bez wątpienia nie raz i nie siedem, będą próbowały wykorzystać ten fakt, by zawalczyć o większe punkty. Zanim coś nastukam o GP Turcji, jeszcze kilka słów o budzącym przed sezonem wiele wątpliwości systemem DRS. Opinie nadal są podzielone, ale nie sądzę, żeby te negatywne utrzymały się zbyt długo na powierzchni. Moim zdaniem DRS spisuje się świetnie. Nie sprawia, że wyprzedzanie staje się masłem posmarowaną bułką, a jedynie umożliwia przeprowadzenie tego manewru, a różnica między przeprowadzeniem, a umożliwieniem jest spora. Ciągle, bez odwagi i wielkiego kunsztu nic wielkiego się nie zdziała i to pomimo możliwości korzystania z tego systemu. Oczywiście kilka manewrów wyglądało na dość banalne, ale były to manewry, które tak czy krzak byłyby wykonane, z powodu dużych różnic w prędkościach dwóch kierowców, którzy w danej chwili znajdowali się na diametralnie różnych etapach realizacji swoich strategii. Poza tym, z każdą nowością trzeba się obyć i sędziom również należy się okres karencji na zaprzyjaźnienie się z tym systemem po to, by w przyszłości strefy detekcji i aktywacji DRS wybierali jeszcze trafniej. Dobrze, czas zająć się aktualnymi wydarzeniami. Zespoły wracają do Europy i cieszą się po stokroć, ponieważ będą mogły zabrać ze sobą swoje motorhome`y, z których są tak dumne, i w których przyjmują bogatych i pięknych gości. Wyprawa na kebaba do Turcji jest jednak jedną z najbardziej żmudnych w europejskiej części sezonu i nijak da się ją porównać ze skokiem do zaprzyjaźnionego, skąpanego w zapachu kiszonej kapusty warzywniaka za rogiem po piwo. 8 urzędujących w Wielkiej Brytanii zespołów musi wysłać swoje tiry na liczącą ponad 3000 km podróż na granicę Azji i Starego Kontynentu. Wielce możliwe, że będzie to ostatnia taka wyprawa, ponieważ Turcja jest raczej na wylocie z kalendarza. Mieszkańcy tego kraju wolą oddawać się uciechom sziszy niż wydawać grube liry tureckie na oglądanie sportu, którego nie rozumieją, i który strasznie hałasuje. Żeby nie było nieporozumień, sam tor jest wspaniały, ale niestety nie ma na nim za grosz atmosfery, więc w sumie po co się fatygować. Nie mówiąc już o tym, że sponsorzy obecni w F1 nie zdobyli tureckiego rynku w takim stopniu, w jakim planowali. Tak więc być może ostatni raz, najszybsi i najmądrzejsi tego świata spotykają się na torze Istambul Park, by powalczyć o Wielką Nagrodę Turcji. RedBull i McLaren nie przywiozły ze sobą wielkich innowacji, jedynie tradycyjne pakiety nowości jakie wozi się ze sobą na każdy kolejny wyścig. Inaczej postąpiło Ferrari, ale akurat w ich przypadku nie ma czasu na czekanie. Zespół ewidentnie nie odrobił dokładnie zimowego zadania domowego i na ten moment nie są w stanie w normalnych warunkach walczyć o czołowe pozycje, tylko szarpią się z Mercedesem i Renault o łaskawie pozostawione przez Red Bulla i McLarena punkty. W Stambule zaprezentują nowe skrzydła na obu końcach wozu oraz nowe wloty powietrza do chłodzenia hamulców. Włosi przyznali gdzie popełnili błąd. Namieszali coś w tunelu aerodynamicznym i wyniki w nim otrzymane nijak nie pokryły się z rzeczywistością na torze. Ponoć już to naprawili i ma być tylko lepiej. Oby… Mercedes powoli zaczyna wyglądać mniej chaotycznie niż do tej pory. Wszystkie jaskółki na niebie wskazują, że tegoroczny czelendżer zespołu jest tworem z dużym potencjałem, ale zrozumienie tego samochodu wymaga trochę więcej czasu niż przyswojenie „W poszukiwaniu straconego czasu” Prousta. Po występie w Chinach można się spodziewać, że Rosberg, Schumi i Ross Brawn pierwsze pięć tomów mają już za sobą i naprawdę niedługo Mercedesy zaprezentują się naprawdę dobrze. Renault również nie śpi. Nad Bosforem pojawili się wyposażeni w kilka nowych części w obrębie przodu samochodu i podłogi. Chciałoby się, aby nawiązali do znakomitych występów w Australii i Malezji i udowodnili, że Chiny, to był wypadek przy pracy. Być może jestem rodakiem pana Kubicy, ale nawet gdybym był rdzennym Indonezyjczykiem napisałbym to samo, brakuje Roberta w tym zespole. Ten samochód wygląda naprawdę dobrze i przy pomocy mądrej i szybkiego głowy mógłby jeździć po wielkie rzeczy. Trzymaj się Robert i zdrowiej raz dwa. Jak do tej pory obecny sezon prezentuje się wspaniale pod względem debiutantów. Maldonado, Perez i Di Resta spisują się doskonale. Szczególnie di Resta przyprawia o exophthalmus. Jeśli Szkot (protegowany Mercedesa) dalej będzie się tak spisywał (w Chinach zakwalifikował się jako 8) to bardzo szybko może znaleźć się w ekipie Rossa Brawna, a kto wie gdzie jeszcze. Maldonado i Perez również nie zawodzą i udowodnili, że nie tylko pieniądze załatwiły im miejsce w elicie kierowców. Najlepiej to skomentował Patrick Head z Williamsa. Zapytany czy nie lepiej darować sobie opłacanego młodzieńca, a zatrudnić jakiegoś bardziej pewnego kierowcę odpowiedział: „A czy fakt, że Alonso przyniósł ze sobą do Ferrari sponsoring Santander świadczy o tym, że zatrudnili go tylko dla pieniędzy?” Dziękuję dobranoc. Jak już przy Williamsie my są, to trzeba niestety napisać tych kilka gorzkich słów. Pamiętam co pisałem przed Australią, no ale niestety… coś im nie wyszło. To jeden z najgorszych początków tego, wielce zasłużonego dla F1, zespołu w historii. Słabe występy uruchomiły gilotynę, która na dobry początek ścięła głowy dyrektora technicznego Sama Michaela i aerodynamika Jona Tomlinsona. To nie są źli fachowcy, ale niestety, jak coś nie gra, ktoś musi ponieść tego konsekwencje, a w świecie tak wielkich pieniędzy nie ma odstępstw od tej reguły. Bardzo wierzę, że ta para pokaże jeszcze jaki ma potencjał i do końca sezonu sprawi, że bolidy Williamsa będą kręcić się tam gdzie ich miejsce, czyli w górnej połowie zestawienia. Z tyłu stawki Virgin i HRT odgrażają się, że z apdejtem, który przytargali ze sobą do Turcji, nawiążą walkę z Lotusem i końcem środka tabeli. Nie chce mi się w to wierzyć, ale możliwe że w niedzielę będą dwa okrążenia w plecy, a nie cztery. Inna sprawa to Lotus Racing. Czapki i tupeciki z głów przed ekipą Mike`a Gascoyne`a i Tony`ego Fernandesa. Nigdy nie kłamią, co planują to realizują. Przed sezonem głosili chęć walki z końcem środka stawki, walczą. Chcieli kończyć wyścigi na tym samym okrążeniu, co zwycięzca, no już prawie. W Turcji nie planują cudów, ale już w Hiszpanii chcą sprezentować bolidowi T128 dużo praktycznych gadżetów i mowa jest o walce o punkty w sprzyjających okolicznościach i wreszcie poważnej rywalizacji w okolicach dziesiątego miejsca. Po tym, co pokazali do tej pory, ciężko im nie wierzyć, więc wierzę. Tak to mniej więcej wygląda sytuacja w F1 po trzech pierwszych wyścigach sezonu. Najwspanialsza seria wyścigowa na świecie bez dwóch zdań przechodzi przez jeden z najlepszych okresów w swojej historii, rywalizacja jest zacięta i arcyciekawa. Wyścigi dostarczają emocji wiadrami, a stawka kierowców jest jedną z najsilniejszych od 1950 roku. 5 Mistrzów Świata, którzy łącznie zdobyli 12 tytułów, 16 wyścigów do końca i 400 punktów do zdobycia. Jak u Hiczkoka, zaczęło się od jebudubu, a mimo to, najlepsze jeszcze przed nami… …THIS IS FORMULA 1 Zagraj to jeszcze raz, Sam:
poniedziałek, 07 lutego 2011
Robert. Cholera jasna.
Podejrzewam, że wszyscy zainteresowani wiedzą o co biega. Nie jest dobrze na dzień dzisiejszy z Robertem, ale wierze, że w metaforyczne jutro będzie dużo lepiej. Kilka wstrzyków ze świata F1. Sebastien Buemi Martin Brundle Jonathan Noble (legendarny dziennikarz F1) Ryan Briscoe Team Lotus Cosworth F1 Luca Di Grassi BMW Motorsport Tony Fernandes Jakiś Brytyjczyk Catherine Hyde (dziewczyna Heikki Kovalainena) Jake Humphrey (komentator BBC) Sir Stirling Moss Maurice Hamilton (legenda dziennikarstwa F1) To tyle komentarzy ze świata F1 na poznanie ilu pozwala mi śledzenie Twittera, przekonany jestem, że jest więcej. Warty wzmianki jest też fakt, że Fernando Alonso, szczery przyjaciel Roberta, od razu udał się do szpitala, w którym Kubica jest leczony. Nie jest wiadomo, czy Hiszpan widział samego Roberta, ale na pewno rozmawiał z lekarzami. Dzięki Nando, ja Ci tego na pewno nigdy nie zapomnę. Polecam śledzenie: http://twitter.com/#!/search?q=%23getwellkubica Będzie Dobrze. Nie mam wątpliwości.
środa, 02 lutego 2011
Ile Lotusa w Lotusie? No i kto w końcu jest Lotusem?
Wierze i ufam, że niezbyt wiele jest w naszym polskojęzycznym kraju osób zainteresowanych Formułą 1, które orientują się mniej lub bardziej o co chodzi z dwoma aż zespołami Lotus zgłoszonymi do rywalizacji w F1 w sezonie 2011, i który z tych zespołów uważany być winien za właściwego spadkobiercę bogatego dziedzictwa założyciela Lotusa, legendarnego Colilna Chapmana. Nie przychełpię się, że sam to wunderbar ogarniam, bo jestem tylko mniej lub bardziej skromnym trenerem futbolu, dlatego posłużę się słuszną i wielce prawdziwą analizą przeprowadzoną przez herosa dziennikarstwa F1, Pana Joe Sawarda. Gerard Lopez, prezes Lotus Renault GP, próbuje wmówić brytyjskim dziennikarzom, że Tony Fernandes(prezes zielonego Lotusa znanego nam z poprzedniego sezonu) próbuje obrócić kota ogonem. „Trzeba powiedzieć, że czarne jest czarne, a białe jest białe.” Twierdzi Lopez i orzeka, że „gównoprawdą” jest twierdzenie, iż istnieją dwie różne firmy. Cóż, zerknijmy więc na fakty i stwierdźmy, co jest czarne, a co białe i kto gównoprawdą się posługuje. Fakty są takie, że istnieje firma Lotus produkująca samochody drogowe. Nazywa się ona Group Lotus PLC(Public Limited Company), aczkolwiek nie do końca jest PLC, ponieważ od 2002 jest własnością państwowego, malezyjskiego producenta samochodów Perusahaan Otomobil Nasional Bhd (Proton). Tony Fernandes nie prowadzi firmy sprzedającej samochody drogowe, a przynajmniej nie w tej chwili. Fernandes posiada natomiast prawo do posługiwania się nazwą Team Lotus, które zakupił zeszłej wiosny od Davida Hunta(brata Jamesa, o którym film poleciłem w poprzednim wpisie). Wcześniej jeszcze nabył również pięcioletnie prawo do używania nazwy „Lotus Racing” od Group Lotus PLC. Group Lotus jednak, odwołała się od tego prawa twierdząc, że Fernandez złamał warunki umowy. Odwołanie to ma zostać rozważone przez sąd. Dyrektor wykonawczy Group Lotus, Dany Bahar, powiedział BBC, że: „Gdy pojawiłem się z nowym zarządem, mieliśmy inne plany na przyszłość i nie jest to niczyją wina, ani udziałowców, ani Pana Fernandesa. Mamy jasno określony cele, które zamierzamy osiągnąć w przyszłości.” Stwierdzenie to daje jasno do zrozumienia, że Fernandes nie zrobił nic złego, a jedynie znalazł się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze, gdyż wszedł w paradę Baharowi, który chciał zrobić to samo co Fernandes. Udowodnił to stając się tytularnym sponsorem Renault mając nadzieję na przekonanie ludzi, że jego samochody to Lotusy, a nie Renault, jak to nazywają się one na tegorocznej liście zgłoszeń FIA. Fakt, że Group Lotus deklaruje anulowanie licencji, nie znaczy, że jest to właściwy tok postępowania, ani, że Fernandes nie ma prawa do odszkodowania. Bahar porównuje umowę z Fernandesem do nieudanego małżeństwa. Kontrakt jest zerwany(za porozumieniem stron) i właściwej wielkości alimenty powinny zostać wypłacone. W rękach sądu natomiast jest orzeczenie o racji każdej ze stron. Zdaniem Fernandesa, ma on prawo do prowadzenia zespołu F1 o nazwie Team Lotus. Natomiast gdyby spojrzeć do Brytyjskiego Rejestru Sądowego znajdziemy tam Lotus Renault GP Ltd prowadzona przez posiadaną przez Lopeza spółkę Genii z siedzibą w Luxemburgu, która wystawia samochody Renault, oraz inny zespół pod nazwą Team Lotus Ventures Ltd z siedziba w Hingham, Norfolk, która wystawia samochody zwane Lotusami. Ta druga prowadzona jest przez Fernandesa po tym, jak we wrześniu ubiegłego roku funkcji szefa zrzekł się David Hunt. Team Lotus Ventures jest potomkiem firmy Team Lotus, którą rodzina Chapmana sprzedała w roku 1990 Peterowi Wrightowi i Peterowi Collinsowi za 6mln.$. Ta sama rodzina zarzeka się dziś, że nie chce by nazwa Team Lotus była dzierżona przez kogokolwiek, ale skoro sprzedali ją 20 lat temu, to nie mają dziś już nic do gadania. Jeśli tego szczerze chcieli, powinni to zrobić wtedy, a nie łasić się na pieniądze. W sposób ten mamy dwa zespoły w F1, które zwać się chcą Lotusem, przeanalizujmy argumenty obu stron. Zdaniem Lopeza, wszystko na czym Fernandesowi zależy, to pieniądze, a dowieść tego miały negocjacje nad porozumieniem. Rozmowy te miały miejsce podczas zeszłorocznego GP Abu Zabi i nie dotyczyły tego jak Group Lotus może współpracować z Lotus Racing, a raczej jak pozbyć się Tony`ego Fernandesa. On nie chciał zrezygnować ze swojego projektu i ostatecznie trzymał się mocno swojego stanowiska. Rozmawiano o finansach, ale Fernandes, i tu trzeba przyznać mu rację, zainteresowany był tym, jak odzyskać pieniądze, które zainwestował w ten projekt. Nie miał powodów by godzić się na straty tylko dlatego, że Group Lotus zmieniło swoje zdanie. Nie ma tak naprawdę znaczenia kto twierdzi, że kieruje nim miłość do F1. Lopez zwierza się, że uwielbia Lotusa od dziecka, Fernandes przyznaje się do mniej więcej tego samego. Jak i połowa świata… Fernandes umieścił dziś wyjaśnienie na swoim blogu. Ma ono trochę sensu: „Naszym celem jest przywrócenie Lotusa ze świata zmarłych zgodnie z prośbą wielu fanów. Pracuje dla nas wiele osób, które pracowały w przeszłości dla oryginalnego Lotusa. Połączenie z Norfolk jest jak najbardziej wiarygodne. Zbudowaliśmy wszystko od zera za nasze pieniądze. W młodości bywałem na kempingu na Brands Hatch zachwycając się takimi zespołami jak Williams i Lotus. Zainwestowaliśmy w to wszystko 80mln$ i w ciągu kolejnych lat zobaczycie jak realizuje się nasza strategia. Co kupiłeś jest twoją własnością. Inwestujesz w to 80mln$, nadajesz czemuś wartość, a teraz każdy tego chce. Przykro mi, zrobiliśmy to za własne pieniądze, przy wykorzystaniu wspaniałych ludzi, atmosfery, ciężkiej pracy, a co najważniejsze, szczerze. Jestem cholernie dumny z tego, co osiągnęliśmy. Nie pożyczaliśmy pieniędzy od nikogo, zbudowaliśmy wszystko od zera. Jest różnica pomiędzy Group Lotus, a Team Lotus. Nie ja tę różnicę stworzyłem. Team Lotus to nasza firma i jesteśmy z tego dumni.” Wszystko zostało powiedziane i teraz w rękach sędziego jest ogłoszenie werdyktu. Kto ma rację, a kto nie. Które białe, jest białe, a które czarne jest czarne. Obie strony mają o co walczyć i to sąd rozstrzygnie, czyje argumenty są bardziej na miejscu, a kto posługuje się gównoprawdą. Jeśli powyższe rozważania nie są zbyt zrozumiałe(ja rozumiem je średnio(ale 4-4-2 wytłumaczyć mogę bez słów), polecam zrobiony przez Joe Sawarda diagram: No i jeszcze wstrzyk złotoustego Roberta Kubicy: -"Robert, jakie to uczucie jeździć dla tak legendarnej marki?"
sobota, 09 października 2010
Pryma podstawa: nie myśleć zbyt wiele.
Nie marnujcie czasu na myślenie zbyt dużo przed kwalifikacjami. Wczoraj i dzisiaj wszyscy oszukiwali podczas treningów szykując się na każdy rodzaj pogodowych kondycji. Pewne jeno jest to, że Red Bull zamierza rządzić i dzielić podczas weekendu tego, a cała reszta zapytania znakiem wielkim. Kubica może być 3 może być też 9. A przy dobrym wietrze z tyłu i pierwszy. Odprężta się:
środa, 25 sierpnia 2010
Zapowiedź GP Belgii
Uf uf uf. Dobiegają więc końca wakacje moje i kierowców również, tylko że moje zaczęły się już po GP Wielkiej Brytanii. Ale co tam, w GP Niemiec płakał Felipe i oburzał się świat, a w węgierskim klasyku w końcu liderem został Mark Webber, a herr Schumacher próbował zamienić swojego byłego partnera z Ferrari w Brazyliski ornament na pitwall Hungaroringu.
Czemu płakał Felipe nie rozumiem do dziś, kto mu bronił być szybszym w pierwszej części sezonu? Zamiast tego Massa zbierał regularnie srogie lanie od Alonso i niestety w obliczu zbliżającego się końca sezonu, Ferrari, znajdując się w takiej sytuacji w jakiej się znajduje, musi zbierać każdy punkt na rzecz Hiszpana by ten mógł pretendować do walki o trzeci tytuł. Co się zaś drogiego Misiaela tyczy, to wszystko było widziane i wszystko zostało powiedziane i cześć. Gdy dekadę temu prezentował swoją wspaniałą formę, można było czasem na takie zagrywki przymknąć oko, teraz za takie wyczyny można oko, ale kakaowe jego obić. Przykro było słuchać tych durnych tłumaczeń. Skupić się czas na Belgii. Kierowcy pojawią się wypoczęci i mam nadzieję, że niektórzy bardziej uśmiechnięci i spokojniejsi. Nie dość, że każdy z nich wakacje miał bardzo ciekawe, to do tego czeka na nich jeden z najwspanialszych torów – Spa-Francorchamps. Obiekt ten malowniczo snuje się wśród Ardenów, jest najdłuższy w kalendarzu z niekończącymi się prostymi i wspaniałymi sekcjami płynnych zakrętów. W pierwotnej wersji jedno okrążenie miało 14km, jednak ze względów bezpieczeństwa tor skrócono i dziś jedna pętla to ok. 7km. Największym wyzwaniem dla tęgich umysłów tego sportu będzie takie ustawienie samochodów, by na wspinających się prostych auta osiągały wysokie prędkości maksymalne nie tracąc jednocześnie zbytnio na stabilności w wolniejszych, acz niekoniecznie wolnych, zakrętach środkowej części obiektu. W tym sezonie może być to zadanie łatwiejsze ze względu na obecność kanału f, który pomoże zmniejszyć większą, niż z reguły na Spa wybieraną, siłę docisku. Tak więc po raz pierwszy od GP Kanady zespoły przywiozły ze sobą pakiety o niskiej sile docisku. Cieszyć może Polaków fakt, że Renault w końcu zaprezentuje swoją interpretację f duktu. Czy zadziała ona dobrze na torze, to okaże się w piątek, ale śpiewają ardeńskie ptaki, że na papierze wyniki są bardzo dobre. Przed Grand Prix tym zaciera również ręce Force India. Ciężko zapomnieć jak ekipa ta wyskoczyła w zeszłym roku niczym Filip z konopi (tych bez THC) i po zdobyciu pole position otarła się o zwycięstwo w wyścigu. Sprytniejszy był tylko niesamowity Raikkonen i jego KERS. Członkowie zespołu tonują nastroje i nie zapowiadają aż takich fajerwerków. Mimo to pojawią się z ulepszoną wersją niskiego wydechu i pakietem aero na Spa i Monzę. Poza tym Indyjski zespół, za sprawą mocnego silnika i bardzo skutecznego dmuchanego tylnego skrzydła jest aktualnie najszybszy na prostych. W Williamsie oprócz nowych skrzydeł na obu końcach pojazdu szykuje się również spora feta. Rubens Barrichello przeżył przeprowadzony przez Schumachera zamach na jego życie i w Belgii weźmie udział w swoim Grand Prix numer 300. Imponujący wynik panie Rubensie, życzę Panu może nie kolejnych 300, ale co najmniej kilkudziesięciu udanych wyścigów. McLaren ma zaś zagwozdkę. Siedzą w tym swoim Woking i drapiąc się w głowy dumają. Niby ich f dukt i zasilany wydechem dyfuzor działają bez większych zarzutów, ale mimo to ich zespół zdecydowanie odstaje od czołowej dwójki. Mówią coś o dziwnie elastycznych skrzydłach Red Bulla i Ferrari, ale jeszcze żadna kontrola niczego niedozwolonego nie wykazała. Podczas postoju skrzydła te grzecznie wiszą 75mm nad ziemią, a poddana obciążeniu 200kg podłoga nie wygina się nadmiernie. Drugim zmartwieniem Brytyjczyków są kłopoty finansowe Lewisa Hamiltona, młoda gwiazda za swoje wybryki samochodowe na ulicach Melbourne ukarana została mandatem karnym w wysokości 288GBP. Na tyłach stawki cisza u Lotusa. Virgin zapewnia, że Bernie Ecclestone jest w błędzie i ich przyszłość finansowa nie stoi pod znakiem zapytania, a za kierownicą jednego z czelendżerów HRT znów zasiądzie Sakon Yamamoto. Tym razem u boku Bruno Senny. Wyścigi na Spa niemal nigdy nie były nudne. Nieprzewidywalna pogoda, wspaniały układ toru i bajeczne otoczenie sprawiają, że jest to jeden z najważniejszych punktów w kalendarzu. Dodatkowym urozmaiceniem będą mieszanki przywiezione przez Bridgestone. Ze względu na duże obciążenia, firma zdecydowała się na gumy miękkie i twarde. Patrząc na to, że temperatury toru często skromnie przekraczają 10 stopni, umiejętne dbanie o ciepłotę i stan ogumienia może być bardzo ważnym czynnikiem w walce o zwycięstwo. O deszczu nawet nie wspominam, leje tu tak samo często jak świeci słońce, a prognozy na najbliższe dni nie przewidują suchości na drodze. Tymczasem borem lasem. Zmykam przyodziać polarek i uzupełnić prądem moją herbatę przed wypadem na tor, bo za oknem coś koło 15 stopni. To może być niezapomniany weekend. Na okrążenie toru zaprasza Kimi ze wspaniałym komentarzem Martina Brundle`a
środa, 07 lipca 2010
Zapowiedź GP Wlk. Brytanii
Oto jest i ona, połowa sezonu 2010 w Formule 1. W najbliższą niedzielę, na torze Silverstone, odbędzie się 10 w tym roku wyścig. Okazja to wyjątkowa bo to właśnie na tym torze, 60 lat temu odbyło się pierwsze w historii Grand Prix Formuły 1. Dziś w kalendarzu F1 pozostały już tylko 4 obiekty obecne również w 1950 roku: Monaco, Spa, Monza i brytyjskie Silverstone właśnie.
Przy okazji GP Wielkiej Brytanii zespoły muszą postawić sobie najważniejsze w tym sezonie pytanie; co dalej? Czy brnąć w pracę nad tegorocznym samochodem, czy całą swą moc skupić na projekcie na przyszły sezon. Walczący o Mistrzostwo lub sponsorów z pewnością wybiorą tę pierwszą opcję, ale pozostali mogą knuć już plany na zaskakujący atak w przyszłym roku. Nie ulega wątpliwości, że w bojowym nastroju w Wielkiej Brytanii pojawią się zespoły Red Bull i McLaren, w pełnej gotowości stawić się może również Ferrari, bo wbrew pozorom strata Włochów nie jest jeszcze zbyt duża i Fernando Alonso wciąż jest liczącym się zawodnikiem w walce o tytuł. Z wypowiedzi Stefano Demmenicaliego, szefa zespołu, wynika, że jeśli do GP Węgier włącznie zespół nie zwycięży i znacząco nie polepszy swojej sytuacji, Włosi przerwą prace nad tegorocznym bolidem. Renault także zdaje się zaliczać do grona skupiających się na aktualnym automobilu. Francuzi walczą o sponsorów by zatrzymać Roberta Kubicę i zapewnić mu warunki do walki o tytuł. Szef zespołu nie ukrywał również, że byłby niezwykle rad, gdyby mieli fundusze mogące wystarczyć na opłacenie dwóch kierowców i wspomniał nawet nazwisko przemiłego pana Raikkonena. Drżące powinny być teraz kolana Pietrova. W dziwnej zaś kropce znajduje się Mercedes. Niemcy zaczynali sezon celując w tytuł, a teraz męczą się o utrzymanie tempa Renault. Któż to wie co w głowie(sowitej) Rona Brawna siedzi, czy pomimo ciągłego mówienia o walce o mistrzostwo zespół nagle nie oświadczy, że smoli tegoroczną maszynę. Pewne jest, że od następnego GP zespół Lotus przestanie wprowadzać znaczne modyfikacje i skupi się na projekcie na sezon 2011. I racja! Lotus wspaniale i przed czasem wykonał tegoroczną pracę, najpierw wyraźnie wyprzedził pozostałe nowe zespoły, a potem powoli zaczynał dobierać się do starych ekip. Teraz z czystym sumieniem mogą w pełni skupić się na realizacji przyszłorocznych planów. Natomiast nad torem drżą już niebiosa, bo McLaren i Williams pojawią się z nowym wydechem dmuchającym na podłogę, ha! Nad porządnie przebudowanym torem, bo na mapie pojawiła się zupełnie nowa sekcja Arena, która zaczyna się w miejscu zakrętu Club, a kończy w sekcji Brooklands. Zmiany te mają uatrakcyjnić widowisko i zapewnić więcej emocji kierowcom. Według symulacji będzie to teraz najszybszy obiekt w kalendarzu, szybszy nawet od owianej legendami Monzy, szybszy pomimo większej siły docisku, którą zastosują zespoły, by zapewnić kierowcom stabilniejszy samochód podczas hamowania do kilku trudnych nowych zakrętów. Już w najbliższą niedzielę 60 lat historii zatoczy koło nad ukochanym Silverstone i wzniesie swój cudny śpiew przy akompaniamencie krwiożerczych silników i nieprzewidywalnej, angielskiej pogody. I wspaniały Martin Brundle zrywa kwiat nowego toru:
piątek, 25 czerwca 2010
GP Europy: Piątek
Fernando Alonso okazał się najszybszym kierowcą podczas piątkowych sesji treningowych przed GP Europy. O niewielki ułamek sekundy wyprzedził kierowców Red Bulla, Sebastiana Vettela i Marka Webbera. Pierwszą piątkę uzupełnił Nico Rosberg i Lewis Hamilton. Robert Kubica był 6.
Jak to w piątki bywa, każdy krok po kroku realizował swój program. Red Bull testował f-dukt, Ferrari, Renault i Mercedes nowe, niskie wydechy. Chociaż nie powinno się z wyników tych treningów wyciągać zbyt daleko idących wniosków, można pokusić się o pewne ostrożne przypuszczenia. Oprócz Red Bulla bardzo silne jest również Ferrari, ale i McLaren jest tuż tuż. Zdaje się również, że Kubica i Rosberg bardzo dobrze czują się na tym torze i będą jutro w stanie wmieszać się w szeregi wielkiej trójki, szczególnie w obliczu słabej formy Massy. Szybki jest również reprezentujący Force India Sutil, a Schumacher nie potrafi do końca ogarnąć co się dzieje. Dzisiejsze treningi przebiegły bez większych ekscesów, nie licząc poniewierającego się po torze lusterka Senny i bąkolota Massy. Oprócz tego niemal każdy z kierowców w poszukiwaniu odpowiednich punktów hamowania odwiedził przyjazne, wyasfaltowane pobocza toru w Walencji. Początkowo tor dość bezpardonowo obchodził się z oponami, ale gdy nabrał przyczepności sytuacja się poprawiła, a problemem zespołów było odpowiednie rozgrzanie twardszej mieszanki. Heikki Kovalainen kontynuował marsz Lotusa w kierunku stawki starych zespołów i był tylko 1s wolniejszy od Toro Rosso. Nie ma to tamto i jutrzejsze kwalifikacje mogą być jednymi z najciekawszych w sezonie, aż 7 kierowców było dziś w stanie uzyskiwać konkurencyjne czasy i walka o pole position może być niezwykle zacięta.
środa, 23 czerwca 2010
Zapowiedź GP Europy
Nie minęły dwa miesiące od ostatniej wizyty, a w przyszły weekend Formuła 1 znów pojawi się w Hiszpanii. Tym razem będzie to GP Europy, które po raz trzeci z rzędu odbędzie się na ulicznym torze w Walencji. Zespoły wracają zza Atlantyku wyposażone w cały asortyment nowych części mających poprawić osiągi ich samochodów przed zbliżającym się wielkimi krokami półmetkiem Mistrzostw Świata Formuły 1 2010. Po ośmiu Grand Prix rywalizacja w klasyfikacji generalnej kierowców jest niezwykle zacięta i pierwszych pięciu kierowców dzieli zaledwie 19 punktów. W klasyfikacji konstruktorów prowadzi McLaren, 22 oczka przed gubiącym na każdym kroku punkty zespołem Red Bull.
Pierwsze GP Europy odbyło się w 1983 roku na brytyjskim torze Brands Hatch. Na przestrzeni lat organizowane było również w Donington i hiszpańskim Jerez, natomiast obiektem najczęściej goszczącym wyścig o Wielką Nagrodę Europy był niemiecki tor Nuerburgring(12 razy w latach 1984, 1995-1996, 1999-2007). Od roku 2008 wyścig ten odbywa się właśnie w Walencji i jest zręcznie wykorzystywany przez Berniego Ecclestone`a do organizowania dwóch Grand Prix w kraju, w którym ludzie oszaleli na punkcie F1 za sprawą lokalnego bohatera(Schumacher w Niemczech i Alonso w Hiszpanii)i bez mrugnięcia okiem wydają setki euro wykupując wszystkie dostępne bilety. Sam tor, pomimo bardzo malowniczego położenia wokół znajdującego się w Walencji portu, nie jest faworytem kierowców. Z jednej strony wolne szykany mają charakter typowy dla torów ulicznych, z drugiej strony tor jest równy z szerokimi poboczami i wielu szoferów twierdzi, że nie stanowi on dla nich zbyt dużego wyzwania. Pod wieloma względami obiekt ten podobny jest do kanadyjskiego Circuit de Gilles Villeneuve. Długie proste wymagają niskiego docisku, a to zaś faworyzuje samochody stabilne podczas hamowania i dysponujące dobrą przyczepnością mechaniczną w zakrętach. Robert Kubica nieco wychyla się z tłumu kierowców i twierdzi, że osobiście lubi układ tego toru. Teoretycznie na dystansie okrążenia znajdują się dwa dogodne miejsca do wyprzedzania, ale nie organizuje się tu wielu wyścigów, przez co poza idealną linią jazdy nawierzchnia jest bardzo brudna. Zdaniem Polaka wyprzedzanie jest niemal niemożliwe dopóki kierowca z przodu nie popełni znaczącego błędu. Robert zwęziłby nieco tor i pozbawił go szerokich poboczy. Największym wyzwaniem jest ostatni sektor, który kierowcy przejeżdżają niemal w całości z gazem w podłodze, a kończą bardzo podstępnym hamowaniem do ostatniego zakrętu, które ma miejsce na łuku, w związku z czym bardzo łatwo o zablokowanie kół i utratę kontroli nad samochodem. Trzeba przyznać, że Formuła 1 jest w tym roku w znakomitej formie, rywalizacja jest niezwykle zacięta, a ostatnie 3 wyścigi to były absolutne klasyki. Nikt już nie pamięta chordy pesymistów narzekających po GP Bahrajnu na nowe przepisy. Nie tylko walka kierowców przyprawia o przyjemne dreszcze. Równie emocjonujący jest tegoroczny wyścig zbrojeń. McLaren niemal dogonił już Red Bulla, który w ten weekend zamierza w pełni wykorzystać swój f-dukt. Informacje docierające z obozu czerwonego byczego są bardzo optymistyczne i ponoć ich interpretacja pomysłu McLarena jest również bardzo efektywna. Nie śpi również Ferrari. Włosi zastosują nowy układ wydechu na wzór układu stosowanego z wielkim powodzeniem przez Red Bulla. Działa to mniej więcej tak, że wyloty układu wydechowego umieszczone są bardzo nisko i wypluwane przezeń spaliny zasilają podwójny dyfuzor zwiększając w efekcie skuteczność jego działania. Stajnia z Maranello przetestowała ostatnio to rozwiązanie na torze, wykorzystując przysługujący każdemu zespołowi pakiet kilometrów na nakręcenie materiałów promocyjnych. Sprytnie. McLaren zamierza wprowadzić swój obniżony wydech dopiero w następnym Grand Prix Wielkiej Brytanii po odbyciu dozwolonego przez przepisy testu na prostej. Mercedes, pomimo wypowiedzi serwowanych w oficjalnych prasówkach, bardziej zaczyna się koncentrować na walce z Renault. Ross Brawn mówi o walce o mistrzostwo, ale to Renault serwuje konkrety i w Hiszpanii pojawią się z nowym przednim skrzydłem i podłogą. Force India również nie zasypuje gruszek w popiele, więc po raz kolejny szykuje się wspaniała rywalizacja w dole pierwszej dziesiątki. Jednak to nie dla czołowych zespołów GP Europy będzie prawdziwym świętem. Powód do wielkiej fety będzie miał Lotus, ponieważ dla tego zespołu będzie to Grand Prix numer 500 i choć dzisiejsza ekipa nie ma wiele wspólnego z oryginalnym Lotusem założonym przez legendarnego Colina Chapmana, to swoją postawą w tym sezonie udowodnili, że zasługują na najwyższy szacunek. Z okazji tego wydarzenia gośćmi stajni będzie syn Colina Chapmana, Clive, wraz z rodziną, a w czwartkowy wieczór obok tegorocznego bolidu T127 pojawi się Lotus 12, pierwszy jednoosobowy pojazd zbudowany i wystawiony do wyścigów przez Colina Chapmana pod koniec lat 50 XX wieku. Jarno Trulli otrzyma nowy bolid. Początkowo był on przeznaczony dla Kovalainena, ale w związku z problemami Włocha z dogadaniem się z poprzednim nadwoziem, zdecydowano się na zmianę. Trulli początkowo odmówił, żeby Heikki nie poczuł się jak kierowca nr 2, ale Fin nalegał. Jakież to wszystko miłe. Zrobiło się historycznie, więc warto również wspomnieć, że jedyne w historii zwycięstwo zespołu Stewart GP miało miejsce właśnie w GP Europy w 1999 roku. Co prawda na Nuerburgringu, no ale co tam. W samej F1 jako takiej, raczej cisza i spokój, ale wydarzyło się kilka rzeczy, których pominąć nie sposób. Vettel nie będzie jednak musiał wymienić skrzyni biegów pomimo kłopotów w GP Kanady, więc teoretycznie kara mu nie grozi. Ferrari podebrało McLarenowi Pata Fry`a, który pracował dla zespołu od 18 lat, a ostatnio był w nim głównym inżynierem. Ferrari się cieszy, a McLaren nie robi z tego wielkiej sprawy, więc być może chodzi tylko o zmianę środowiska w celu znalezienia nowej motywacji, a nie przyniesienie Włochom tajemnic McLarena. W Maranello Fry będzie podlegał bezpośrednio Aldo Coscie, dyrektorowi technicznemu Ferrari. Władze FIA w końcu podjęły bardzo ważną dla zespołów decyzję i w przyszłym sezonie opony dostarczać będzie firma Pirelli. Natomiast ciężka praca tęgich umysłów nad poprawą widowiska zaowocowała decyzją o wprowadzeniu od roku 2011 możliwości zmiany kąta nachylenia tylnego skrzydła przez kierowcę podczas jazdy. W kwalifikacjach kierowca będzie mógł zmieniać te ustawienia bez ograniczeń, w wyścigu tylko jeśli będzie mniej niż sekundę za rywalem. Z opcji tej nie będzie można korzystać podczas obrony pozycji. Powróci również przepis o 107% czasu zwycięzcy kwalifikacji. Każdy, kto będzie wolniejszy od tych 107% nie zakwalifikuje się do wyścigu. Tyle niusów, a w Walencji pogoda ma być przyjemniutka i sucha. Tymczasem na okrążenie toru zaprasza Felipe Massa.
środa, 09 czerwca 2010
Zapowiedź GP Kanady
Powoli opada wrzawa podniesiona po burzliwym GP Turcji. Kierowcy Red Bulla wyjaśnili sobie kilka spornych kwestii, Vettel przeprosił zespół, Webber nie i wszystko wróciło do normy. Przez moment dyskutowano również o team-orders w McLarenie, ale sprawa została szybko ugaszona i nic wielkiego z niej nie wyszło. W ten oto sposób, po roku przerwy, F1 wraca na lubiany przez kierowców tor Gillesa Villeneuva w Montrealu. Obiekt powstał na zbudowanej w 1967 sztucznej wyspie Notre-Dame, którą usypano z okazji odbywających się w Montrealu targów Expo. Do jej budowy zużyto 15mln ton gruzu, który wykopano przy okazji budowy montrealskiego metra. Będzie to 41 wyścig o Wielką Nagrodę Kanady, a zawody te rozgrywano do tej pory na trzech torach: Mosport(1967, 1969 i 1971-77), Mont Tremblant(1968 i 1970) i w Montrealu(1977-2010 z wyjątkiem roku 1987 i 2009). Po tragicznej śmierci Gillesa Villeneuve`a w 1982 tor nazwano jego imieniem.
Circuit de Gilles Villeneuve jest jednym z najbardziej wymagających dla samochodów obiektów w kalendarzu. Długie, bardzo szybkie proste, poprzecinane są średnio-szybkimi szykanami, a obie połówki toru łączą dwa ciasne nawroty. Najbardziej liczą się duże prędkości na prostych i wytrzymałe hamulce. W związku z tym tylne skrzydła samochodów będą ustawione bardzo płasko, a wloty powietrza do hamulców będą tak obszerne jak to tylko możliwe. Mniej docisku stosuje się tylko podczas GP Włoch. W porównaniu z rozgrywanym w 2008 roku wyścigiem, wymagania stawiane hamulcom będą jeszcze większe. Do niedzielnego GP samochody wystartują obciążone wielką ilością paliwa, w związku z czym, ilość energii potrzebnej do zatrzymania wzrośnie o ok. 10%. Jak już przy procentach jestem, to 16% czasu okrążenia poświęcone jest na hamowanie, to bardzo dużo, a do tego okrążenie jest krótkie i w niedzielę trzeba będzie je powtórzyć aż 70 razy. Dorzucając do tego dużo mniejsze niż normalnie opory powietrza, które mają swój wkład w wyhamowywanie samochodu, klaruje się obraz katorżniczej pracy jaka czeka układy hamulcowe i inżynierów starających się zapewnić im żywotność do końca wyścigu. Jest to typowy tor typu stop and go, na którym najlepiej spisują się pojazdy wyposażone w mocne silniki i posiadające dobrą trakcję konieczną do sprawnego przeskakiwania krawężników w szykanach. Wiele osób opisuje ten obiekt jako połączenie Monako i Monzy. Wszystko to za sprawą band, które znajdują się niemiłosiernie blisko wyjść z zakrętów i promują najodważniejszych gladiatorów kierownicy. Zdaniem Roberta Kubicy, różnica pomiędzy ominięciem bandy o metr, a delikatnym otarciem się o nią może wynosić nawet 0,2s na korzyść tego drugiego rozwiązania. W bardzo bojowych nastrojach przed nadchodzącym Grand prix jest McLaren. Już w poprzednim, rozgrywanym na wymagającym wspaniałej aerodynamiki torze w Turcji, wyścigu deptali po piętach Red Bullowi, a wiadomo, że na ciasnych, żądnych dobrej trakcji torach srebrne bolidy spisują się wyraźnie lepiej, a jeżeli wziąć również pod uwagę niezwykle wydajny f-dukt McLarena i długie proste kanadyjskiego toru to… Jeśli tylko Hamilton lub Button będzie w stanie przerwać kwalifikacyjną dominację austriackiej stajni, zwycięstwo w wyścigu może być na wyciągnięcie ręki. Arcyciekawa rywalizacja szykuje się również pomiędzy zespołami Mercedesa, Ferrari i Renault. Wszyscy pamiętają tegoroczne Monako i znakomitą dyspozycję Kubicy. Ciężko spodziewać się powtórki z rozrywki, ale pozycja w pierwszej piątce w kwalifikacjach byłaby dla zespołu zasłużoną nagrodą za ciężką pracę. Na rynku transferowym ucięte zostały najgorętsze spekulacje dotyczące następcy Massy w Ferrari. Najpierw kontrakt z Red Bullem przedłużył o rok Mark Webber, a potem Ferrari potwierdziło, że będzie korzystać z usług Felipe Massy do końca roku 2012. O czym będą teraz pisać żądni sensacji dziennikarze? Może trafi im się jakiś smakowity blamaż, którejś ze znanych osobistości podczas jednej z licznych, hucznych imprez odbywających się przy ulicy Crescent w Montrealu. Poza tym w F1 cisza i spokój, ciągle nie wiadomo na jakich oponach będą poruszać się bolidy w przyszłym roku, a Ferrari do swojej akademii młodych talentów przyjęło młodego Kanadyjczyka, Lance`a Strolla. Chop ma dopiero 11 lat. Bym zapomniał, prognozy pogody nie zapewniają potoków słońca, a nawet prezentują strugi deszczu, szczególnie w sobotę i niedzielę, ale „co prognoza to obyczaj”, jak mawia stare, wolińskie przysłowie, więc do zobaczenia na torze. Tymczasem na jedno okrążenie toru zaprasza Robert Kubica:
sobota, 29 maja 2010
7/7 Red Bulla. Webber najszybszy w kwalifikacjach do GP Turcji
Po raz czwarty w tym sezonie Mark Webber zdobywa pole position. Drugi był Lewis Hamilton, a trzeci Sebastian Vettel, który zepsuł swoje kluczowe okrążenie. Robert Kubica był 7. Pierwsza część kwalifikacji nie przyniosła zaskakujących rozstrzygnięć. Oprócz kierowców nowych zespołów odpadł Vitantonio Liuzzi. Włoch ewidentnie nie potrafił się ogarnąć na tureckim torze i w porównaniu z 10 w Q1 Sutilem wypadł conajmniej blado. W kolejnej odsłonie kwalifikacyjnego tryptyku rywalizacja rozgorzała na dobre. Większość kierowców rozpoczęła od przejazdu na twardych oponach by na koniec dać szanse mieszance miękkiej. Pierwsza niespodzienka - do Q3 nie zakwalifikował się Fernando Alonso. Hiszpan zepsuł swoje pierwsze okrążenie na miękkich oponach, a nie miał już czasu by zjechać po świeże ogumienie. Druga próba na zużytych nieco gumach w połączeniu z nienajszybszym w Turcji Ferrari pozwoliła Alonso na zajęcie jedynie 12 pozycji. Po raz trzeci w tym sezonie do Q3 awansował Kamui Kobayashi, który wyciskał 9 poty ze swojego Saubera. Awansował również Vitaly Petrov, a co ciekawsze, w Q2 miał lepszy czas od Kubicy. Odpadli Sutil, Alonso, de la Rosa, Buemi, Barrichello, Alguesari i Hulkenberg. Q3 to walka na całego i nanodetale decydujące o ostatecznej kolejności. Lewis Hamilton zdaje się był dziś w stanie przerwać kwalifikacyjną dominację Red Bulla, ale podczas jego ostatniego okrążenia w środkowym sektorze pojawiła się żółta flaga i Brytyjczyk musiał odpuścić. Rekordy w pierwszym i ostatnim sektorze nie pozwolił mu odrobić start ze środkowego fragmentu toru. Czwarty był Jenson Button, a Michael Schumacher(sprawca zamieszania z żółtą flagą po tym jak wypadł z toru w zakręcie nr 8) pokonał Nico Rosberga i Mercedesy wystartują jutro z pozycji 5 i 6. Massa był 8, a Petrov pokonał Kobayashiego w walce o 9 lokatę. Rosjanin, na torze, który bardzo dobrze zna i lubi, w końcu zaprezentował swoją szybkość również w kwalifikacjach. W dotychczasowych Grand Prix McLaren był znacznie bliżej Red Bulla w wyścigu niż w kwalifikacjach, jeśli jutro będzie podobnie, walka o zwycięstwo może toczyć się do ostatnich metrów, ponieważ wszystko wskazuje na to, że dziś najszybszym kierowcą na torze był Lewis Hamilton. |
Archiwum
O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Tagi
|