Proszę, Tutaj, Prosto w Twarz

Wpisy z tagiem: Lotus

sobota, 11 lutego 2012
Raport z testów. Jerez 07.02-10.02

 Frank Williams powiedział kiedyś do Bernie`go Ecclestone`a: „Witaj!”. W ten sam sposób chciałbym powitać dziś Państwa.

Zakończył się wczoraj pierwszy z trzech zaplanowanych przed sezonem 2012 testów. W teście wzięło udział 11 zespołów. Z wyjątkiem Mercedesa i HRT(skąd mieli na paliwo?) wszystkie ekipy jeździły pachnącymi wciąż nowością konstrukcjami na rok 2012. Pirelli przywiozło nowe opony. Tylne są nieco bardziej wytrzymałe, a różnica mieszankami jest mniejsza. Pojawiły się tez nowe, łatwiejsze do odróżnienia, oznaczenia na oponach.

Test, jak to test. Jeżdżą panowie w kółko i nic wielkiego z tego nie wynika. Uzyskiwane czasy niewiele mówią. Zespoły, którym samochód się udał, udają, że się nie udał i na odwrót. Jest to rzecz jasna wielkie uproszczenie, ale w przypadku tych testów lepiej trzymać się tego założenia niż próbować wywróżyć coś z czasów. Można dumać nad ilością przejechanych kilometrów w celu określenia niezawodności poszczególnych pojazdów, ale z samochodami, tak samo jak z dziećmi, każdy ząbkuje, więc siać paniki nie ma na ten moment co. Niech górale sieją owies.

Oto podsumowanie tych czterech dni:

1.   

To były czasy, czas na przejechane kilometry(podane w kilometrach):

Red Bull – 1310.688

McLaren – 1377.108

Ferrari – 1195.56

Mercedes – 1536.516

Lotus – 1780.056

Force India – 956.448

STR – 1399.248

Wylliams – 1647.216

Sauber – 1319.544

Caterham – 1585.224

HRT – 478.224

Wielu bardzo chce, ale mimo wszystko nie polecam, wnioskować na podstawie tych czasów. Łatwiej powiedzieć, czego nie wnioskować. Nie ma co zakładać, że w Ferrari coś jest nie tak jak ma być. Auto jest nowe zupełnie. W przeciwieństwie do pozostałych ekip, prócz Caterhama, rewolucyjne, a nie ewolucyjne, więc potrzebuje czasu. Ferrari narzekało coś pod nosem, że nie poszedł im ten test tak jak tego chcieli, ale bardzo prawdopodobne, że po prostu nieco się nie wyrobili z czasem po kilku drobnych awariach.

Nie warto też zakładać, że w Lotusie szykuje się coś zaskakująco dobrego. Fakt faktem, na tym teście był to najszybszy z nowych samochodów i rywale bardzo intensywnie go obserwowali, ale powodów do uniesień nie ma i tyle.

Wierzyć można w to, że stawka będzie w tym roku bardzo w stylu zakalec.

Po tych czterech dniach jedno wiadomo na 100%. HRT to żart i będzie(czy w ogóle będzie?) najgorsze. Ponoć pojechali do domu po dwóch dniach bo nie mogli spuścić więcej paliwa z ciężarówek innych zespołów żeby się nie wydało.

Kilometraż Force India nieco poniżej normy. Drugiego dnia szansę dostał tester FI będący pod skrzydłami Ferrari, Jules Bianchi i trochę ucałował ścianę. Samochodu nie rozniósł zupełnie, ale kilka części domagało się wymiany, a jak to się w przypadku nowych aut zdarza, części nie było i musiały dolecieć z Anglii.  Jeden dzień z głowy Hindusów.

Mercedes wypadł dobrze. Mieli stary wóz, który znają na pamięć i skupili się tylko na poznaniu nowych opon. Kto wie, może rzeczywiście tędy droga?

Tyle to. Nic ciekawego w sumie. Pozdrawiam i zapraszam na kilka zdjęć.

 

 

 

czwartek, 05 maja 2011
"Okrakiem na Bosforze" - zapowiedź GP Turcji

Pozwolę sobie zacząć cytatem z Michaela Schumachera:

„Lieber Damen Und Herren!”

Za sobą mamy pierwszą, okrojoną o Bahrajn, porcję pozakontynentalnych wojaży w tym sezonie. Opaleni, niewyspani i niezmiernie usatysfakcjonowani przebiegiem trzech pierwszych wyścigów sezonu, wracamy na łono matki Europy. Wiosna nie może się do końca zdecydować czy to „już”, ale gdyby zaufać kalendarzowi i kukułkom, które na potęgę zaopatrują obce gniazda w jajka, jest wiosna.

Po inauguracyjnych Grand Prix  nie ma wątpliwości, że liderem jest Sebastian Vettel, i że jego samochód jest klasa. Mark Webber na razie nie zdaje się czuć bajecznie w kokpicie RB7,  ale szarża po podium z 18 miejsca w ostatnim GP daje podstawy, by myśleć, że u uroczego Australijczyka wszystko zmierza ku lepszemu.

McLaren mozolnie udowadnia, że nie taki Red Bull straszny jak go malują. Być może w kwalifikacjach otrzymywane od Vettela lanie jest jeszcze dość bolesne, ale w wyścigu przewaga ta znika i niedzielne potyczki o zwycięstwo sprawiają, że pod lewą piersią czuć przyjemne i stymulujące mrowienie.

Zapewne wielka w tym zasługa firmy Pirelli, która jak powiedziała, tak zrobiła i na ten sezon przygotowała mieszanki, które potrafią szybko się zużywać, a różnica między mieszanką twardą, a miękką jest naprawdę duża. Zaowocowało to sytuacją podobną do tej z biatlonu, gdzie wszyscy mają astmę z tym, że nagle wśród wszystkich taktyków F1 stwierdzono wodogłowie. Dopiero potem okazało się, że ich głowy są po prostu opuchnięte od intensywnego rozważania wszelkich możliwych strategii. Liczba implikacji jest zatrważająca i pomimo trzech wyścigów za pasem ciągle nie ma złotego środka na opanowanie czarnego złota F1.

Nie chodzi już nawet wyłącznie o rozważania na temat ilości postojów w boksach, pojawia się nowy czynnik: czy odpuścić kwalifikacje, by w wyścigu mieć więcej świeżych kompletów? Najlepsi pewnie tego nie zrobią, ale historia Marka Webbera, który w Chinach odpadł już w Q1, a potem z obłędem w wizjerze pędził po podium i nieomal wdrapał się na drugi jego stopień, daje, mimo wszystko, do myślenia. Ogumienie Pirelli ma to do siebie, że do pewnego momentu wszystko gra i buczy, ale przychodzi chwila, w której z dobrej opony, jak za naciśnięciem magicznego guzika, robi się szrot, bez jakiejkolwiek fazy przejściowej. W tej sytuacji mądra jazda, z rozsądnym wykorzystaniem dostępnych kompletów, staje się bezcenna i zespoły środka stawki bez wątpienia nie raz i nie siedem, będą próbowały wykorzystać ten fakt, by zawalczyć o większe punkty.

Zanim coś nastukam o GP Turcji, jeszcze kilka słów o budzącym przed sezonem wiele wątpliwości systemem DRS. Opinie nadal są podzielone, ale nie sądzę, żeby te negatywne utrzymały się zbyt długo na powierzchni. Moim zdaniem DRS spisuje się świetnie. Nie sprawia, że wyprzedzanie staje się masłem posmarowaną bułką, a jedynie umożliwia przeprowadzenie tego manewru, a różnica między przeprowadzeniem, a umożliwieniem jest spora. Ciągle, bez odwagi i wielkiego kunsztu nic wielkiego się nie zdziała i to pomimo możliwości korzystania z tego systemu. Oczywiście kilka manewrów wyglądało na dość banalne, ale były to manewry, które tak czy krzak byłyby wykonane, z powodu dużych różnic w prędkościach dwóch kierowców, którzy w danej chwili znajdowali się na diametralnie różnych etapach realizacji swoich  strategii. Poza tym, z każdą nowością trzeba się obyć i sędziom również należy się okres karencji na zaprzyjaźnienie się z tym systemem po to, by w przyszłości strefy detekcji i aktywacji DRS wybierali jeszcze trafniej.

Dobrze, czas zająć się aktualnymi wydarzeniami. Zespoły wracają do Europy i cieszą się po stokroć, ponieważ będą mogły zabrać ze sobą swoje motorhome`y, z których są tak dumne, i w których przyjmują bogatych i pięknych gości. Wyprawa na kebaba do Turcji jest jednak jedną z najbardziej żmudnych w europejskiej części sezonu i nijak da się ją porównać ze skokiem do zaprzyjaźnionego, skąpanego w zapachu kiszonej kapusty warzywniaka za rogiem po piwo. 8 urzędujących w Wielkiej Brytanii zespołów musi wysłać swoje tiry na liczącą ponad 3000 km podróż na granicę Azji i Starego Kontynentu.

Wielce możliwe, że będzie to ostatnia taka wyprawa, ponieważ Turcja jest raczej na wylocie z kalendarza. Mieszkańcy tego kraju wolą oddawać się uciechom sziszy niż wydawać grube liry tureckie na oglądanie sportu, którego nie rozumieją, i który strasznie hałasuje. Żeby nie było nieporozumień, sam tor jest wspaniały, ale niestety nie ma na nim za grosz atmosfery, więc w sumie po co się fatygować. Nie mówiąc już o tym, że sponsorzy obecni w F1 nie zdobyli tureckiego rynku w takim stopniu, w jakim planowali.

Tak więc być może ostatni raz, najszybsi i najmądrzejsi tego świata spotykają się na torze Istambul Park, by powalczyć o Wielką Nagrodę Turcji. RedBull i McLaren nie przywiozły ze sobą wielkich innowacji, jedynie tradycyjne pakiety nowości jakie wozi się ze sobą na każdy kolejny wyścig.

Inaczej postąpiło Ferrari, ale akurat w ich przypadku nie ma czasu na czekanie. Zespół ewidentnie nie odrobił dokładnie zimowego zadania domowego i na ten moment nie są w stanie w normalnych warunkach walczyć o czołowe pozycje, tylko szarpią się z Mercedesem i Renault o łaskawie pozostawione przez Red Bulla i McLarena punkty. W Stambule zaprezentują nowe skrzydła na obu końcach wozu oraz nowe wloty powietrza do chłodzenia hamulców. Włosi przyznali gdzie popełnili błąd. Namieszali coś w tunelu aerodynamicznym i wyniki w nim otrzymane nijak nie pokryły się z rzeczywistością na torze. Ponoć już to naprawili i ma być tylko lepiej. Oby…

Mercedes powoli zaczyna wyglądać mniej chaotycznie niż do tej pory. Wszystkie jaskółki na niebie wskazują, że tegoroczny czelendżer zespołu jest tworem z dużym potencjałem, ale zrozumienie tego samochodu wymaga trochę więcej czasu niż przyswojenie „W poszukiwaniu straconego czasu” Prousta. Po występie w Chinach można się spodziewać, że Rosberg, Schumi i Ross Brawn pierwsze pięć tomów mają już za sobą i naprawdę niedługo Mercedesy zaprezentują się naprawdę dobrze.

Renault również nie śpi. Nad Bosforem pojawili się wyposażeni w kilka nowych części w obrębie przodu samochodu i podłogi. Chciałoby się, aby nawiązali do znakomitych występów w Australii i Malezji i udowodnili, że Chiny, to był wypadek przy pracy. Być może jestem rodakiem pana Kubicy, ale nawet gdybym był rdzennym Indonezyjczykiem napisałbym to samo, brakuje Roberta w tym zespole. Ten samochód wygląda naprawdę dobrze i przy pomocy mądrej i szybkiego głowy mógłby jeździć po wielkie rzeczy. Trzymaj się Robert i zdrowiej raz dwa.

Jak do tej pory obecny sezon prezentuje się wspaniale pod względem debiutantów. Maldonado, Perez i Di Resta spisują się doskonale. Szczególnie di Resta przyprawia o exophthalmus. Jeśli Szkot (protegowany Mercedesa)  dalej będzie się tak spisywał (w Chinach zakwalifikował się jako 8) to bardzo szybko może znaleźć się w ekipie Rossa Brawna, a kto wie gdzie jeszcze. Maldonado i Perez również nie zawodzą i udowodnili, że nie tylko pieniądze załatwiły im miejsce w elicie kierowców. Najlepiej to skomentował Patrick Head z Williamsa. Zapytany czy nie lepiej darować sobie opłacanego młodzieńca, a zatrudnić jakiegoś bardziej pewnego kierowcę odpowiedział: „A czy fakt, że Alonso przyniósł ze sobą do Ferrari sponsoring Santander  świadczy o tym, że zatrudnili go tylko dla pieniędzy?” Dziękuję dobranoc.

Jak już przy Williamsie my są, to trzeba niestety napisać tych kilka gorzkich słów. Pamiętam co pisałem przed Australią, no ale niestety… coś im nie wyszło. To jeden z najgorszych początków tego, wielce zasłużonego dla F1, zespołu w historii. Słabe występy uruchomiły gilotynę, która na dobry początek ścięła głowy dyrektora technicznego Sama Michaela i aerodynamika Jona Tomlinsona. To nie są źli fachowcy, ale niestety, jak coś nie gra, ktoś musi ponieść tego konsekwencje, a w świecie tak wielkich pieniędzy nie ma odstępstw od tej reguły. Bardzo wierzę, że ta para pokaże jeszcze jaki ma potencjał i do końca sezonu sprawi, że bolidy Williamsa będą kręcić się tam gdzie ich miejsce, czyli w górnej połowie zestawienia.

Z tyłu stawki Virgin i HRT odgrażają się, że z apdejtem, który przytargali ze sobą do Turcji, nawiążą walkę z Lotusem i końcem środka tabeli. Nie chce mi się w to wierzyć, ale możliwe że w niedzielę będą dwa okrążenia w plecy, a nie cztery.

Inna sprawa to Lotus Racing. Czapki i tupeciki  z głów przed ekipą Mike`a Gascoyne`a i Tony`ego Fernandesa. Nigdy nie kłamią, co planują to realizują. Przed sezonem głosili chęć walki z końcem środka stawki, walczą. Chcieli kończyć wyścigi na tym samym okrążeniu, co zwycięzca, no już prawie. W Turcji nie planują cudów, ale już w Hiszpanii chcą sprezentować bolidowi T128 dużo praktycznych gadżetów i mowa jest o walce o punkty w sprzyjających okolicznościach i wreszcie poważnej rywalizacji w okolicach dziesiątego miejsca. Po tym, co pokazali do tej pory, ciężko im nie wierzyć, więc wierzę.

Tak to mniej więcej wygląda sytuacja w F1 po trzech pierwszych wyścigach sezonu. Najwspanialsza seria wyścigowa na świecie bez dwóch zdań przechodzi przez jeden z najlepszych okresów w swojej historii, rywalizacja jest zacięta i arcyciekawa. Wyścigi dostarczają emocji wiadrami, a stawka kierowców jest jedną z najsilniejszych od 1950 roku.  5 Mistrzów Świata, którzy łącznie zdobyli 12 tytułów, 16 wyścigów do końca i 400 punktów do zdobycia. Jak u Hiczkoka, zaczęło się od jebudubu, a mimo to, najlepsze jeszcze przed nami…

…THIS IS FORMULA 1

 Zagraj to jeszcze raz, Sam:

 

poniedziałek, 07 lutego 2011
Robert. Cholera jasna.

Podejrzewam, że wszyscy zainteresowani wiedzą o co biega. Nie jest dobrze na dzień dzisiejszy z Robertem, ale wierze, że w metaforyczne jutro będzie dużo lepiej. Kilka wstrzyków ze świata F1.

Rubens Barrichello

„hi...I would like to ask you for your best wishes to Kubica.He is being operated right now.We all like him and he deserves all the best.”

Heikki Kovalainen
„All thoughts on Kubica tonight, he`s a great guy lets hope operations go well and he makes full recovery...”

Sebastien Buemi
„All my Support to Robert Kubica! I am with you man!”

Jenson Button
„Shocking news about Robert Kubica.. I wish him a speedy recovery.”

Nico Hulkenberg

„Robert, get well soon! Hoping all the best for you”

Mercedes GP
„The team would like to wish a speedy recovery to Robert Kubica. Get well soon Robert.”

Martin Brundle
„What a sad day for Robert Kubica, F1 and the Lotus Renault team. Let's hope for the very best. Crazy that he's rallying between key F1 tests”

Jonathan Noble (legendarny dziennikarz F1)
„Just one thought tonight before I sign off for the day #getwellkubica

Ryan Briscoe
„In '03 Kubica severely broke his arm, made a speedy recovery & won upon his 1st race back as my teammate. Do it again my friend, good luck!”

Team Lotus
„Thoughts with Robert... Wishing you a fast recovery.”

Marussia Virgin
„Get well quickly Robert! RT @willbuxton: Retweet away. Let's get this trending by the end of the day #getwellkubica

Cosworth F1
„Speedy recovery and sincere best wishes to Robert Kubica from everyone at Cosworth. A real racer and formidable opponent.”

Luca Di Grassi
„All my best wishes to my old friend Robert. Recover well and fast. #positivethinking

BMW Motorsport
„Following Robert Kubica's bad accident, the thoughts of everyone at BMW Motorsport are with the Polish driver.... http://fb.me/ENDUdBPp

Tony Fernandes
„My best wishes to robert kubica. Great guy and super driver. Hope for a speedy recovery”

Jakiś Brytyjczyk
„Any chance of a RT @jakehumphreyf1 Want to wish a speedy recovery to Robert Kubica, from all the F1 Fans in the UK”

Catherine Hyde (dziewczyna Heikki Kovalainena)
„So sad to hear Renaults statement on Roberts injuries. Let's hope the surgery goes well and he makes a speedy recovery. :(”

Jake Humphrey (komentator BBC)
„I have Robert in my top 10 drivers of all time. Stood by Armco by Swimming Pool section last year and he was inch perfect. Update later”

Sir Stirling Moss
„On behalf of Stirling he hopes Robert Kubica is able to make a full recovery and continue with his racing career in #F1 http://tiny.cc/nszg1

Maurice Hamilton (legenda dziennikarstwa F1)
„Every thought and wish for speedy recovery with Bobby K . Glad his co-driver is reportedly okay.”

To tyle komentarzy ze świata F1 na poznanie ilu pozwala mi śledzenie Twittera, przekonany jestem, że jest więcej. Warty wzmianki jest też fakt, że Fernando Alonso, szczery przyjaciel Roberta, od razu udał się do szpitala, w którym Kubica jest leczony. Nie jest wiadomo, czy Hiszpan widział samego Roberta, ale na pewno rozmawiał z lekarzami. Dzięki Nando, ja Ci tego na pewno nigdy nie zapomnę.  

Polecam śledzenie: http://twitter.com/#!/search?q=%23getwellkubica

Będzie Dobrze.

Nie mam wątpliwości.

Kolejne oficjalne wieści o stanie zdrowia Roberta jutro rano, o 9:30.

środa, 02 lutego 2011
Ile Lotusa w Lotusie? No i kto w końcu jest Lotusem?

Wierze i ufam, że niezbyt wiele jest w naszym polskojęzycznym kraju osób zainteresowanych Formułą 1, które orientują się mniej lub bardziej o co chodzi z dwoma aż zespołami Lotus zgłoszonymi do rywalizacji w F1 w sezonie 2011, i który z tych zespołów uważany być winien za właściwego spadkobiercę bogatego dziedzictwa założyciela Lotusa, legendarnego Colilna Chapmana. Nie przychełpię się, że sam to wunderbar ogarniam, bo jestem tylko mniej lub bardziej skromnym trenerem futbolu, dlatego posłużę się słuszną i wielce prawdziwą analizą przeprowadzoną przez herosa dziennikarstwa F1, Pana Joe Sawarda.

Gerard Lopez, prezes Lotus Renault GP, próbuje wmówić brytyjskim dziennikarzom, że Tony Fernandes(prezes zielonego Lotusa znanego nam z poprzedniego sezonu) próbuje obrócić kota ogonem. „Trzeba powiedzieć, że czarne jest czarne, a białe jest białe.” Twierdzi Lopez i orzeka, że „gównoprawdą” jest twierdzenie, iż istnieją dwie różne firmy.

Cóż, zerknijmy więc na fakty i stwierdźmy, co jest czarne, a co białe i kto gównoprawdą się posługuje.

Fakty są takie, że istnieje firma Lotus produkująca samochody drogowe. Nazywa się ona Group Lotus PLC(Public Limited Company), aczkolwiek nie do końca jest PLC, ponieważ od 2002 jest własnością państwowego, malezyjskiego producenta samochodów Perusahaan Otomobil Nasional Bhd (Proton).

Tony Fernandes nie prowadzi firmy sprzedającej samochody drogowe, a przynajmniej nie w tej chwili.

Fernandes posiada natomiast prawo do posługiwania się nazwą Team Lotus, które zakupił zeszłej wiosny od Davida Hunta(brata Jamesa, o którym film poleciłem w poprzednim wpisie). Wcześniej jeszcze nabył również pięcioletnie prawo do używania nazwy „Lotus Racing” od Group Lotus PLC.

Group Lotus jednak, odwołała się od tego prawa twierdząc, że Fernandez złamał warunki umowy. Odwołanie to ma zostać rozważone przez sąd.

Dyrektor wykonawczy Group Lotus, Dany Bahar, powiedział BBC, że: „Gdy pojawiłem się z nowym zarządem, mieliśmy inne plany na przyszłość i nie jest to niczyją wina, ani udziałowców, ani Pana Fernandesa. Mamy jasno określony cele, które zamierzamy osiągnąć w przyszłości.” Stwierdzenie to daje jasno do zrozumienia, że Fernandes nie zrobił nic złego, a jedynie znalazł się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze, gdyż wszedł w paradę Baharowi, który chciał zrobić to samo co Fernandes. Udowodnił to stając się tytularnym sponsorem Renault mając nadzieję na przekonanie ludzi, że jego samochody to Lotusy, a nie Renault, jak to nazywają się one na tegorocznej liście zgłoszeń FIA.

Fakt, że Group Lotus deklaruje anulowanie licencji, nie znaczy, że jest to właściwy tok postępowania, ani, że Fernandes nie ma prawa do odszkodowania. Bahar porównuje umowę z Fernandesem do nieudanego małżeństwa. Kontrakt jest zerwany(za porozumieniem stron) i właściwej wielkości alimenty powinny zostać wypłacone. W rękach sądu natomiast jest orzeczenie o racji każdej ze stron.

Zdaniem Fernandesa, ma on prawo do prowadzenia zespołu F1 o nazwie Team Lotus. Natomiast gdyby spojrzeć do Brytyjskiego Rejestru Sądowego znajdziemy tam Lotus Renault GP Ltd prowadzona przez posiadaną przez Lopeza spółkę Genii z siedzibą w Luxemburgu, która wystawia samochody Renault, oraz inny zespół pod nazwą Team Lotus Ventures Ltd z siedziba w Hingham, Norfolk, która wystawia samochody zwane Lotusami.

Ta druga prowadzona jest przez Fernandesa po tym, jak we wrześniu ubiegłego roku funkcji szefa zrzekł się David Hunt. Team Lotus Ventures jest potomkiem firmy Team Lotus, którą rodzina Chapmana sprzedała w roku 1990 Peterowi Wrightowi i Peterowi Collinsowi za 6mln.$. Ta sama rodzina zarzeka się dziś, że nie chce by nazwa Team Lotus była dzierżona przez kogokolwiek, ale skoro sprzedali ją 20 lat temu, to nie mają dziś już nic do gadania. Jeśli tego szczerze chcieli, powinni to zrobić wtedy, a nie łasić się na pieniądze.

W sposób ten mamy dwa zespoły w F1, które zwać się chcą Lotusem, przeanalizujmy argumenty obu stron.

Zdaniem Lopeza, wszystko na czym Fernandesowi zależy, to pieniądze, a dowieść tego miały negocjacje nad porozumieniem. Rozmowy te miały miejsce podczas zeszłorocznego GP Abu Zabi i nie dotyczyły tego jak Group Lotus może współpracować z Lotus Racing, a raczej jak pozbyć się Tony`ego Fernandesa. On nie chciał zrezygnować ze swojego projektu i ostatecznie trzymał się mocno swojego stanowiska. Rozmawiano o finansach, ale Fernandes, i tu trzeba przyznać mu rację, zainteresowany był tym, jak odzyskać pieniądze, które zainwestował w ten projekt. Nie miał powodów by godzić się na straty tylko dlatego, że Group Lotus zmieniło swoje zdanie.

Nie ma tak naprawdę znaczenia kto twierdzi, że kieruje nim miłość do F1. Lopez zwierza się, że uwielbia Lotusa od dziecka, Fernandes przyznaje się do mniej więcej tego samego.

Jak i połowa świata…

Fernandes umieścił dziś wyjaśnienie na swoim blogu. Ma ono trochę sensu:

„Naszym celem jest przywrócenie Lotusa ze świata zmarłych zgodnie z prośbą wielu fanów. Pracuje dla nas wiele osób, które pracowały w przeszłości dla oryginalnego Lotusa. Połączenie z Norfolk jest jak najbardziej wiarygodne. Zbudowaliśmy wszystko od zera za nasze pieniądze. W młodości bywałem na kempingu na Brands Hatch zachwycając się takimi zespołami jak Williams i Lotus. Zainwestowaliśmy w to wszystko 80mln$ i w ciągu kolejnych lat zobaczycie jak realizuje się nasza strategia. Co kupiłeś jest twoją własnością. Inwestujesz w to 80mln$, nadajesz czemuś wartość, a teraz każdy tego chce. Przykro mi, zrobiliśmy to za własne pieniądze, przy wykorzystaniu wspaniałych ludzi, atmosfery, ciężkiej pracy, a co najważniejsze, szczerze. Jestem cholernie dumny z tego, co osiągnęliśmy. Nie pożyczaliśmy pieniędzy od nikogo, zbudowaliśmy wszystko od zera. Jest różnica pomiędzy Group Lotus, a Team Lotus. Nie ja tę różnicę stworzyłem. Team Lotus to nasza firma i jesteśmy z tego dumni.”

Wszystko zostało powiedziane i teraz w rękach sędziego jest ogłoszenie werdyktu. Kto ma rację, a kto nie. Które białe, jest białe, a które czarne jest czarne. Obie strony mają o co walczyć i to sąd rozstrzygnie, czyje argumenty są bardziej na miejscu, a kto posługuje się gównoprawdą.

Jeśli powyższe rozważania nie są zbyt zrozumiałe(ja rozumiem je średnio(ale 4-4-2 wytłumaczyć mogę bez słów), polecam zrobiony przez Joe Sawarda diagram:

No i jeszcze wstrzyk złotoustego Roberta Kubicy:

-"Robert, jakie to uczucie jeździć dla tak legendarnej marki?"
-"No cóż, oni są tylko sponsorem, równie dobrze mógłbym powiedzieć, że wielkim przeżyciem jest jest jeździć dla Total Racing."

Sprawiedliwszy jest ci on od wszystkich sądów.