Proszę, Tutaj, Prosto w Twarz

Wpisy z tagiem: wyścig

poniedziałek, 31 maja 2010
GP Turcji: Raport

Lewis Hamilton zwyciężył po raz pierwszy w tym sezonie i w ogóle po raz pierwszy w Turcji. Tuż za nim przyjechał jego kolega Jenson Button, a miejsce trzecie zajął Mark Webber. Niby wszystko w porządalu, ale jednak nie. Podwójne zwycięstwo odniósł nie ten zespół, który powinien, a na najwyższym stopniu podium stanął, pochodzący co prawda z anglojęzycznego kraju, ale również nie ten, który miał dziś tego dokonać, kierowca. Ale po kolei…

Cały weekend nie obfitował w zapierające dech w piersiach wydarzenia. Na torze, którego obecność w kalendarzu wielu poddaje w wielką wątpliwość, od pierwszej sesji treningowej, aż do kwalifikacji włącznie wszystko wróciło do zakłóconego przez GP Monako porządku. I tak: tempo narzucała wielka czwórka Formuły 1 2010, czyli Red Bull, McLaren, Mercedes i Ferrari (w tej właśnie kolejności), a dalej, skrobaniem swoich rzepek zajmowały się pozostałe zespoły z Lotusem na czele B-klasy. McLaren imponował skutecznością swojego nadmuchiwanego tylnego skrzydła(6km/h większa prędkość na prostej od całej reszty!), a przedstawicie mediów na powrót zaczęli interesować się ściganiem, zamiast pałętającą się po paddocku J.Lo. Jedynymi sensacjami natury celebrytycznej było rozstanie Jensona Buttona z Jessicą Michibatą i ponowny związek Lewisa Hamiltona ze śpiewaczką Pussycat Dolls Nicole Scherzinger.

Niedzielnym popołudniem na polu startowym nr 23 zabrakło samochodu Luci di Grassi`ego. W nocy w bolidzie Brazylijczyka wymieniono silnik i zespół zdecydował się wypuścić go z pit lane. Cała reszta stawiła się w komplecie i kilka minut po godzinie 15 czasu tureckiego rozpoczęła się walka o Grand Prix Turcji. Mark Webber pewnie utrzymał swoją pozycję, a Lewis Hamilton padł ofiarą brudnej strony toru i pomimo szybszej reakcji od Webbera stracił drugie miejsce na rzecz Sebastiana Vettela. Michael Schumacher wyprzedził Jensona Buttona, ale najszybszy singiel Wielkiej Brytanii szybko odzyskał straconą pozycję; podobnie jak Hamilton, który po kilku zakrętach znów znalazł się przed Vettelem. Z tyłu stawki obyło się bez dramatów. Systemy w bolidzie Barrichello po raz 128 w jego karierze przełączyły się w tryb zapobiegający zgaszeniu silnika i Rubinio stracił 5 pozycji. Hulkenberg zetknął się z pojazdem Buemiego i obaj pojawili się w boksach na końcu pierwszego okrążenia. Pierwszy ze zniszczonym przodem, drugi z pozbawioną powietrza w wyniku perforacji powierzchni oponą.

Kolejnych 40 okrążeń to fascynująca walka oddalającej się od reszty stawki pierwszej czwórki. Wspaniałym widowiskiem był popis kierowców Red Bulla i McLarena jadących na granicy przyczepności i wymieniających się między sobą rekordami okrążeń. Podobna rywalizacja miała miejsce pomiędzy zespołami Mercedesa, Renault i Ferrari, jedynie ich czasy były nieco gorsze. Postoje w boksach nie przyniosły zaskakujących rozstrzygnięć. Z czwórki liderów pierwszy zjechał Vettel, potem Hamilton razem z Webberem. Postój Hamiltona nieco się przeciągnął i nie dość, że Brytyjczyk nie wyprzedził Webbera, to jeszcze stracił pozycję na rzecz Vettela. Alonso wyprzedził Kobayashiego i to by było na tyle roszad związanych ze zmianą opon.

W tej nieco zmienionej kolejności kierowcy kontynuowali rywalizację, gdy nagle, na okrążeniu 37 i 38 Sebastian Vettel przyspieszył i przejechał 2 okrążenia z czasem 1:30.1s, czyli około 0.3s szybciej od Webbera. Seb zbliżył się do Australijczyka na, jakby to powiedział Vettel, schlagdisatnce i na 40 okrążeniu zaatakował na prostej prowadzącej do zakrętu nr 12. Webber zostawił Vettelowi tylko tyle miejsca ile potrzeba na zmieszczenie jednego bolidu Formuły1 i Vettel postanowił ten bolid zmieścić. Kilka frakcji sekundy później koła obu samochodów zetknęły się i Sebastian kręcił się wokół własnej osi pionowej, a Mark ze zniszczonym przednim skrzydłem unikał go korzystając z całej powierzchni pobocza. Adrian Newey złapał się za swoją łysą głowę, gdy tymczasem oba McLareny po cichutku wyszły na prowadzenie, a Vettel odpadł z wyścigu i w dziwny sposób wymachiwał rękami.

Webber zjechał po nowe skrzydło, ale przewaga jaką wyrobił sobie wcześniej nad Schumacherem wystarczyła by spokojnie utrzymać trzecią pozycję. Hamilton nieco zbyt mocno wziął sobie do serca prośby zespołu o oszczędzanie paliwa i na okrążeniu 47 doszło do kolejnej walki o pierwsze miejsce pomiędzy kierowcami jednego zespołu. Obaj kierowcy McLarena pokazali chłopcom z Red Bulla jak to powinno się robić i niezwykle elegancko, a jednocześnie widowiskowo walczyli ze sobą pomiędzy zakrętami 12 i 1. Ostatecznie stanęło na tym, że to Hamilton usadowił się na pozycji lidera i bez ekscesów utrzymał ją aż do momentu, w którym ujrzał flagę w czarno-białą szachownicę.

Druga grupa zawodników walczyła równie zacięcie, ale bez prób wyprzedzania i na metę dojechał pociąg, którego maszynistą był Michael Schumacher, a wagony stanowili kolejno: Rosberg, Kubica, Massa i Alonso. W grupie tej byłby jeszcze spisujący się supersolidnie Vitaly Petrov, ale podczas walki z Alonso, na 54 okrążeniu, przebiciu o przednie skrzydło Hiszpana uległa jego prawa przednia opona. Zespół Kubicy jest już naprawdę blisko Mercedesa, brakuje im jeszcze tylko odpowiedniej szybkości w kwalifikacjach, gdyż w wyścigu spisują się nieco lepiej od srebrnych strzał. Robert był dziś w stanie kręcić sensowniejsze czasy od czasów Schumachera i Rosberga, ale nie na tyle lepsze, by móc myśleć o jakiejkolwiek próbie ataku w obliczu bezbłędnej jazdy linijkę wcześniej wymienionej pary. O wyścigu Ferrari ciężko cokolwiek napisać, ponieważ, z założenia czerwone, bolidy włoskiej stajni były dziś absolutnie bezbarwne. Nie był to najlepszy sposób na uczczenie jubileuszowego 800 Grand Prix tego zespołu. Ostatni punkt przypadł Kobayashiemu, który bardzo dzielnie sobie radzi w ciągle ulepszanym przez Jamesa Keya samochodzie Saubera.

Do mety nie dojechał Bruno Senna(problemy z ciśnieniem paliwa). Po awarii hydrauliki wyścigu nie ukończyły też oba Lotusy. Szkoda, ponieważ Lotus jest teraz zdecydowanie najszybszym z nowych zespołów.

W Turcji McLaren był niewiele wolniejszy od Red Bulla. Ich f-dukt zdaje się spisywać znakomicie i na posiadających długie proste torach stajnia z Woking może stanowić realne zagrożenie dla energetycznego zespołu, o ile oczywiście ten wcześniej sam nie wyeliminuje się z rywalizacji. Czy McLaren będzie w stanie utrzymać tę formę w kolejnych wyścigach? To się okaże. Red Bull ma już niemal gotową swoją wersję dmuchanego tylnego skrzydła, a na GP Kanady Ferrari przywiezie wór pełen nowych części. Mistrzostwa powoli wkraczają w decydującą fazę i za chwil kilka nie będzie już czasu na dumanie tylko liczyć się będą wyniki. Jedno jest pewne, zapowiada się fascynująca rywalizacja o tytuł Mistrza Świata.

Na koniec sympatyczna Jessica Michibata, której obecność była znacznie przyjemniejsza niż obecność histerycznie brykającej po garażu McLarena pani Scherzinger.

niedziela, 18 kwietnia 2010
Button chińskim królem deszczu

Czapki z głów. Jenson Button zwyciężył w szalonym GP Chin. Tuż za nim uplasował się Lewis Hamilton.  Podium uzupełnił Nico Rosberg.

Pomimo 5 pit stopów czwarty był Fernando Alonso. Robert Kubica dzielnie dojechał na piątej pozycji. Pozostałe miejsca w pierwszej dziesiątce zajęli kolejno Sebstian Vettel, Vitaly Petrov(!!!), Mark Webber, Felipe Massa i Michael Schumacher.

Wyścigu nie ukończyli Trulli, di Grassi, de la Rosa, Glock, Buemi, Kobayashi i Liuzzi.